Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Teksty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Teksty. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 marca 2009

Stańczycy- Jacek Bartyzel

1. W 1869 r. na łamach założonego trzy lata wcześniej miesięcznika 'Przegląd Polski' zaczęły się ukazywać satyryczne listy, składające się na cykl zatytułowany 'Teka Stańczyka'. Listy te były stylizowane na modłę korespondencji antycznej, a ich rzekomi autorzy i adresaci nosili zabawne, często (co typowe w gatunku satyrycznym) tzw. mówiące imiona i przydomki: Brutusik, Sycyniusz - trybun ludowy, Liberiusz Bankrutowicz - kandydat do parlamentu, Sprycimir - dziennikarz, Trwóżnicki - urzędnik bankowy, czy Aldona - kobieta polityczna. Naprawdę za tymi pseudonimami ukrywali się (niezbyt zresztą szczelnie) młodzi publicyści konserwatywni: Stanisław Koźmian, Stanisław hr. Tarnowski i Józef Szujski. Równie łatwe były do rozszyfrowania miejsca akcji: Tygrysów to Lwów, Kraków - Gawronów, Chaopolis - Wiedeń, zaś Głuposiówka nad Szujówką tłumaczyła się sama.

Cel tego 'skandalicznego' przedsięwzięcia był jeden: wyrwać polskie społeczeństwo ze stanu somnambulicznego zaczadzenia bezrozumnym, martyrologicznym patriotyzmem, skompromitować szaleńców i demagogów głoszących nadal - mimo straszliwej klęski, dopiero co poniesionej - ideę 'nieprzerwalności powstania', ośmieszyć tzw. tromtadrację, polegającą na nieustannym i jałowym celebrowaniu rocznic i obchodów narodowych - przeciwstawiając temu wszystkiemu ideę patriotyzmu rozumnego i odpowiedzialnego; patriotyzmu politycznego, skierowanego ku osiąganiu konkretnych celów w realnie istniejących warunkach, a (szczególnie) dla ocalenia bytu narodowego.

Niestety, opinia dostrzegła w 'Tece...' upostaciowanej wymownym symbolem mądrego błazna Zygmunta Starego, tylko szyderstwo ze świętości i rozdrapywanie niezagojonych jeszcze ran; nawet starsi, bardzo pryncypialni i solenni konserwatyści, jak Paweł Popiel, byli oburzeni nie tyle treścią i przesłaniem, co tonem ironicznym i satyrycznym.

Zauważmy: od dwóch stuleci rozmaici 'lewomyślni' wmawiają nam, że są awangardą intelektualnej odwagi, że to oni rozkruszają w pył mur zadowolonego z siebie głupstwa, wzniesiony i okopany przez 'dobrze-myślących'. Niekłamana historia dowodzi jednak - i to od dwóch tysiącleci z okładem - czegoś całkiem przeciwnego: to reakcjoniści - Sokrates, św. Augustyn, Burke, Norwid, Stańczycy właśnie, głoszą myśli naprawdę śmiałe i 'nowe' (choć w innej, transhistorycznej perspektywie, 'stare'), za które poczciwi postępowi durnie, od ateńskiego demosu począwszy, ostracyzmują ich i wyklinają.

2. Konserwatyści krakowscy, zarówno starszego pokolenia, wydający od 1848 r. 'Czas', jak i przyszli Stańczycy, wykazywali rezerwę, a w końcu i wrogość do ostrożnej polityki margrabiego Wielopolskiego; dlatego, chociaż wybuch powstania w styczniu 1863 r. zaskoczył ich, po krótkich wahaniach poparli je, i już 13 lutego 'Czas' uznał Powstanie za narodowe. Bez przesady można powiedzieć, że to właśnie 'Czas' swoją sugestywną publicystyką i konfabulowanymi 'reportażami' z pól bitewnych stworzył legendę o spontanicznym i masowym zrywie; bez tego i bez poparcia 'Białych' powstańcza ruchawka wypaliłaby się niemal niezauważalnie po paru tygodniach. Słony przyjdzie im zapłacić rachunek za ten niewątpliwy błąd polityczny, ale też jednego zarzucić im niepodobna: że przynajmniej w tym razie, kiedy po latach bili się za ów błąd w piersi, bezzasadne były słowa Stańczyka z 'Wesela': 'Acan spowiedź czynisz z cudzych grzechów'.

Swój akces do Powstania konserwatyści uzasadniali, jak wiadomo, widokami na umiędzynarodowienie sprawy polskiej przez Francję, Anglię i Austrię; rachowali na przerodzenie się lada dzień interwencji dyplomatycznej w zbrojną. Zwłaszcza młodzi adepci Hotelu Lambert - Tarnowski, Koźmian, Wodzicki - uwierzyli we frazesy i półsłówka Napoleona III, w jego sławetne 'durez!' i zaangażowali się całą parą w powstanie, kierując jego agendami w Galicji. Wszyscy też ponieśli tego kroku konsekwencje, zwłaszcza Tarnowski, który stracił w potyczce brata, a sam spędził w austriackim więzieniu ponad 1,5 roku.

Zapewne jednak nie tylko rachuby na obcą interwencję kierowały konserwatystami, gdy ulegali tyleż własnym złudzeniom, co szantażowi moralnemu ze strony 'czerwieńców'; również i to tragiczne, rycerskim imponderabiliom, które wyraził człowiek tak trzeźwy, jak Paweł Popiel, słowami: 'gdy krew się leje, choćby bezużytecznie, gdy jedni poświęcają się w szale i giną, czy wolno obwinąć się w płaszcz roztropności i patrzeć bez udziału? Dlatego i Popiel, który pierwszy, i to najbezwzględniej, potępił powstanie, a dla jego przywódców żądał ostracyzmu w polskim życiu narodowym, też w pierwszym odruchu posłał swoich synów do lasu.

3. Wnioskiem, jaki Stańczycy wyciągnęli z katastrofy Powstania Styczniowego i stanięcia wobec groźby już nie tylko niemożności odbudowania państwa, ale wręcz utraty tożsamości narodowej, był postulat zawarcia ugody z monarchią austriacką. Przemawiały za takim rozwiązaniem co najmniej trzy okoliczności.

Po pierwsze, ugoda taka - ugoda, a więc obustronnie korzystny kompromis, a nie kapitulacja z narodowo-państwowych aspiracji - była, w przeciwieństwie do pozostałych zaborów, zwłaszcza rosyjskiego, możliwa. Po serii porażek zewnętrznych (utrata prowincji włoskich, klęska pod Sadową) Austria przeżywała poważny kryzys, a wielonarodowościowa struktura cesarstwa Habsburgów uniemożliwiała rządowi wiedeńskiemu prowadzenie polityki germanizacyjnej, czy choćby represyjnej; przeciwnie - rząd wycofał się z niej na całej linii, a otwarte pozostawało jedynie pytanie, w jaki sposób zostanie przebudowane państwo i ile na tym skorzystają galicyjscy Polacy. I chociaż nie udało się ostatecznie przeforsować rozwiązania w ówczesnych warunkach optymalnego, tj. federalistycznego, a Galicja uzyskała jedynie autonomię w ramach austriackiego członu dualistycznej (Austro-Węgry) monarchii, to jednak, tak czy inaczej Polacy w tym zaborze zyskali możność normalnego narodowego życia, rozwijania kultury umysłowej, artystycznej i politycznej. Przez następne pół wieku Galicja była po prostu aparatem tlenowym dla polskości, która dzięki temu zasileniu mogła przetrwać i w pozostałych zaborach, gdzie coraz bardziej brakowało tchu.

Po drugie, Austria była jedynym spośród opresorów Polski państwem katolickim, a przez to niewątpliwie należącym do cywilizacji zachodniej (łacińskiej). Stawka na katolicką monarchię Habsburgów dawała więc pozbawionemu własnej państwowości narodowi polskiemu szansę wytrwania przy tej cywilizacji i przetrzymania brutalnego naporu turańskiej moskiewszczyzny i pruskiego bizantynizmu.

Po trzecie, Austria przekształcając swój ustrój nie tylko dawała Polakom możność autonomicznego samorządzenia się w Galicji, ale również ich uczestnictwa w życiu ogólnopaństwowym - czego, zwłaszcza ze względu na permanentną opozycję Czechów, a także części 'wielkoniemiecko' nastawionych Austriaków, wręcz potrzebowała. Tym samym, Polacy zyskiwali szansę posiadania niejako 'państwa zastępczego', mogli nie odwyknąć bez reszty od umiejętności rządzenia, wyłaniać z siebie elitę, która współrządząc państwem obcym zyskiwała przygotowanie do rządzenia państwem własnym, gdy tylko nadarzy się sposobność jego odbudowania. Nie zapominajmy poza tym, że konserwatyści galicyjscy kładli nacisk na oblig lojalności wobec monarchy - cesarza Austrii, który był również tytularnym królem Galicji i Lodomerii, a nie wobec austriackiego państwa czy rządu. Taki był również sens słynnego, a niesłusznie podawanego za przykład oportunizmu, adresu Sejmu Galicyjskiego z 1866 r. ('... przy Tobie, Najjaśniejszy Panie, stoimy i stać chcemy...'); taka personifikacja lojalności pozwalała uniknąć identyfikowania się z obcą, państwowością tam, gdzie interes cudzy kolidowałby z własnym interesem narodowym.

4. Koncepcje polityczne Stańczyków wyrastały nie tylko z choćby najwnikliwszych analiz aktualnego położenia sprawy polskiej, ale zakorzenione były w głębokiej wiedzy historycznej i refleksji historiozoficznej. Kluczowym dla rozpoznania Stańczykowskiego stylu myślenia tekstem jest pochodzący z 1877 r. esej Józefa Szujskiego 'O fałszywej historii jako mistrzyni fałszywej polityki'. Szujski, który najmocniej w tym gronie akcentował swój ideowy i historiozoficzny monarchizm, przedstawił interpretację dziejów ojczystych dezawuującą, pseudonaukowe - a tak panujące nad umysłami współczesnych - baśniopisarstwo Lelewela, a mówiąc dokładnie jego teorię wrodzonego jakoby Słowianom 'gminowładztwa', i z tego punktu widzenia apoteozującą także ustrój 'demokracji szlacheckiej'. Szujski przeciwnie: wykazywał normalne, tj. monarchiczne predylekcje narodu polskiego i dowodził, że za panowania Piastów, a potem pierwszych Jagiellonów, budowano solidnie państwo oparte na zdrowej harmonii pomiędzy pierwiastkiem władzy (autorytetu) a pierwiastkiem samorządu i wolności; dopiero począwszy od konstytucji 'Nihil novi' (1505 r.), a zwłaszcza od wprowadzenia 'zgubnej formy', jaką była elekcja tzw. wolna, tj. powszechna i nie ograniczona prawem dynastycznym, nastąpiło poszarpanie tej harmonii. Jednostronny rozwój w kierunku wolności paraliżował wysiłki władzy starającej się zachować i wzmocnić państwo, rozprzestrzeniała się coraz bardziej anarchia, a niweczona była więź pomiędzy władzą a narodem; w końcu, za Sasów, uległa ona całkowitemu zniszczeniu. To właśnie zatem: zlekceważenie autorytetu, władzy i prawa, jest naszą 'winą własną', nie dozwalającą usprawiedliwiać upadku państwa jedynie 'obcą przemocą'.

5. W 1879 r. drugą, po Szujskim, konserwatywną syntezę dziejów Polski dał młodszy 'kuzyn' Stańczyków, Michał Bobrzyński, który zresztą dzięki swej długowieczności oraz talentom politycznym stał się rychło liderem obozu zachowawczego na kilka dziesięcioleci. Z kolei to pierwsze, a chyba i najważniejsze dzieło niespełna 30-letniego profesora Wszechnicy Jagiellońskiej pozostało najsłynniejszym manifestem tzw. krakowskiej szkoły historycznej i wiązanego z tą szkołą pojęcia 'pesymizmu' historycznego w ocenie przyczyn upadku Rzeczypospolitej. Bobrzyńskiego 'Dzieje Polski w zarysie' miały oczywiście wiele punktów wspólnych z równie 'pesymistycznymi' pracami Szujskiego czy księdza Kalinki, ale były też w nich akcenty wyraźnie odmienne. Przede wszystkim, brak tu było charakterystycznych dla starszych Stańczyków ujęć metafizyczno-religijnych. Bobrzyński nie rozprawiał o błędach i winach w kategoriach moralnych, czy o sprzeniewierzeniu się przez naród nakazom Opatrzności; analizował i piętnował wyłącznie błędy polityczne. Co więcej, posunął się nawet do wyrażenia czegoś na kształt żalu, że władcy polscy (a konkretnie ten, który miał ku temu sposobność i powody, tj. Zygmunt August) nie zdecydowali się na utworzenie Kościoła Narodowego i - jak mniemał - wzmocnienie tą drogą państwa, na podobieństwo decyzji Henryka VIII Angielskiego. Również, zamiast Szujskiego pojęcia 'harmonii' między władzą a narodem, wprowadził Bobrzyński kategorię 'równowagi', bardziej socjologiczną, niż solidarystyczno-duchową, związaną z interesami warstw i grup. Była mu też w zasadzie obojętna forma rządu - monarchiczna czy republikańska, absolutystyczna czy parlamentarna etc. byle by 'rząd' (tu: właściwie administracja) był silny i sprawny. Wreszcie, Bobrzyński ujemnie oceniał ekspansję Polski na wschód, uważając, że wyczerpała ona i rozproszyła na zbyt dużych przestrzeniach energię narodu, a to przekonanie uderzało w ideę, do której starsi Stańczycy, zwłaszcza Tarnowski i Szujski, byli bardzo przywiązani - polskiej misji szerzenia katolicyzmu i latyńskości na Wschodzie.

Dzieło Bobrzyńskiego spotkało się z ostrzejszą bodaj, niż od ideowych przeciwników, choć (jak przystało konserwatystom) elegancką w formie, krytyką we własnym obozie. Oczywiste, że najcięższy zarzut dotyczył relatywizowania religii katolickiej. Mentor Stańczyków jeszcze z okresu ich terminowania w emigracyjnych 'Wiadomościach Polskich', ks. Walerian Kalinka napisał, nie bez racji, że Kościół jest dla Bobrzyńskiego instytucją li tylko polityczną i o tyle dobrą, o ile służy państwu i przyczynia się do 'wzmożenia siły rządowej'. W zarzucie tym było więc domniemanie odrzucenia przez Bobrzyńskiego opatrznościowej roli Boga w historii i sprowadzenia go do 'formy stylistycznej', poręcznej w krzepkiej dłoni Hobbesowskiego Lewiatana. Podobne argumenty wysuwał Szujski, który zwracał uwagę na uleganie przez Bobrzyńskiego metodologii pozytywistycznej i mentalności liberalnej. Ta kontrowersja powinna nam uprzytomnić okoliczność ważną, a często - z powodu nadużywania w związku z konserwatyzmem pojęcia 'realizm' - zapoznawaną; tą mianowicie, iż mimo krytyki wynaturzeń tzw. romantyzmu politycznego, polski konserwatyzm był w swojej osnowie filozoficznej, a zwłaszcza w filozofii dziejów, głęboko zakorzeniony w romantyzmie. Oczywiście w jego katolicko-tradycjonalistycznej wersji, w Polsce reprezentowanej przede wszystkim przez Krasińskiego i Cieszkowskiego, a sięgającej myśli św. Augustyna. Skądinąd, zbliża to akurat polski konserwatyzm XIX stulecia do jego francuskich (Chateaubriand, de Maistre) czy niemieckich (A.H. Müller, J. Görres) odpowiedników. Na tym tle dopiero właśnie Bobrzyński wydaje się pierwszym polskim odpowiednikiem konserwatyzmu 'realistycznego' czy 'pozytywistycznego' w guście Taine'a, czy anglosaskich 'imperialistów' (choć chyba przesadą byłoby powiedzieć, że tych ulegających 'socjaldarwinizmowi'; dla równowagi przypomnijmy, że pomimo agnostycznej metodologii dziejów Bobrzyński był bez wątpienia szczerze, a wedle wielu świadectw wręcz 'naiwnie' wierzącym katolikiem).

6. Cywilizacyjny okcydentalizm Stańczyków nie był wyłącznie kanonem ich światopoglądu, ale posiadał swoje konkretne 'przełożenie' polityczne w postaci ich antyrosyjskości. Stańczycy uważali Rosję za wroga nr 1 Polski, z powodów zarówno politycznych, kulturowych, jak religijnych (a zatem, dodajmy, ich poglądy były, w pewnym sensie, idealnie symetryczne do przekonań Katkowa, Dostojewskiego czy innych słowianofili rosyjsko-prawosławnych, dla których Polska z kolei była 'zdrajczynią' sprawy słowiańskiej i forpocztą 'jezuityzmu'). Rosja, dla Szujskiego czy Tarnowskiego, to nie tylko zaborca lwiej części ziem Rzeczypospolitej, ale również prawosławna schizma, autokratyczny (a nie autorytarny) bizantynizm, wreszcie niewolnicze, azjatyckie 'kacapstwo'. Wrogość do Rosji była tedy jedną z ważnych przesłanek stańczykowskiej orientacji na Austrię, która - także zagrożona, zwłaszcza na obszarze ziem Korony św. Wacława i na Bałkanach, przez panslawizm - może i powinna mieć interes we współdziałaniu z polskim społeczeństwem.

W pierwszych latach popowstaniowych to stanowisko Stańczyków przybierało nawet postać (ostrożnych) kalkulacji na współdziałanie ofensywne, czy wręcz wojnę Austrii, popieranej przez Francję, z Rosją, która mogłaby zaowocować odzyskaniem przez Polskę niepodległości. Nadzieje te jednak rozwiewały się stopniowo, począwszy od klęski Francji w wojnie z Prusami, a ostatecznie pogrzebane zostały w 1878 r., kiedy to na Kongresie Berlińskim kanclerzowi Niemiec Bismarckowi udało się wskrzesić sojusz trzech cesarzy. Tym samym sprawa polska przestała na pół wieku istnieć jako zagadnienie polityki europejskiej. Stańczycy zrozumieli tę gorzką lekcję historii, a ponieważ wtedy byli już bez wątpienia ową 'warstwą przodkującą' w narodzie, o której rozprawiali niedawno, im właśnie przypadł ciężki obowiązek podjęcia w imieniu narodu decyzji. Stanisław Koźmian w 'Czasie' ogłosił abdykację z prowadzenia, na bliżej nieokreślony czas, ponadzaborowej polityki czynnej, a na miejsce tegoż proklamował zadanie dla społeczeństw każdego z zaborów osobno: starania się, odpowiednio do warunków, o zachowanie tożsamości narodowej, kulturalnej i religijnej. To właśnie nazwano rychło 'trójlojalizmem'.

Wbrew jednak obiegowym, a skrajnie uproszczonym opiniom koncepcja trójlojalizmu (zwłaszcza jeśli rozumieć ją na sposób czynny i uprzedzająco-deklaratywny) nie była akceptowana do końca nawet w najściślejszym gronie Stańczyków. Otwarcie dystansował się od niej Szujski, który w liście otwartym do Leona Bilińskiego (1882 r.) oświadczał, iż nie pojmuje możliwości kompromisu z trzema rządami na raz, nawet gdyby to było pożądane, i zaznaczał, że walka z Rosją pozostaje naszym zadaniem dziejowym, wręcz nakazem Opatrzności. Również Tarnowski, który acz godził się z samą myślą o pracy 'każdego u siebie i każdego dla siebie', wyrażał powątpiewanie w realność ugody z Rosją, w każdym razie takiej, która nie oznaczałaby równoczesnego odstępstwa od katolicyzmu. Zaznaczał wprawdzie, że niemoralne byłoby potępiać z bezpiecznej, cieszącej się swobodami narodowymi Galicji, rozpaczliwe wysiłki ludzi, którzy szukając (w Kongresówce czy na ziemiach zabużańskich) możliwości przetrwania chwytaliby się, jak tonący brzytwy, pomysłu ugody z rządem, ale formułował zarazem bardzo ważny warunek praktyczny (i, jak się wydaje, pożyteczny uniwersalnie): słabszy i zwyciężony może uczynić pierwszy krok ku ugodzie, ale dopiero wtedy, kiedy zwycięzca ustanie w zapędzie i nie wie dokąd pójść dalej. Dopóki zaś zwycięzca jest upojony swoim triumfem, ręka wyciągnięta doń do zgody zostanie na pewno i z urąganiem odtrącona.

7. Świat, w którym żyli Stańczycy zawierał w sobie wciąż jeszcze pewne składniki tradycyjnego, organicznego społeczeństwa, ale już wówczas, nawet w 'zacofanej' (z punktu widzenia postępowców) Galicji, kruszały one w zastraszający sposób, a to za sprawą nowożytnych ideologii, takich jak materializm, liberalizm, pozytywizm, wreszcie socjalizm. Stańczycy, którzy jak wszyscy konserwatyści umiarkowani, raczej w stylu Burke'a czy Montalemberta, niż Bonalda czy Veuillota (oskarżano ich wszakże, z prawa, o 'moderantyzm'), wcale nie byli restauracjonistami umarłych form i godzili się nawet z rozsądnie pojętą demokratyzacją; nie mogli jednak akceptować ani treści tych fałszywych ideologii, ani ich konsekwencji, które były ruiną moralnego i społecznego porządku. Stąd też rzucający się w oczy z ich pism o treści ogólnej jest wciąż wzrastający pesymizm. Nie polegał on jednak na bezpłodnym zgorzknieniu ('śledziennictwie' jak mawiano w ówczesnej polszczyźnie), ale na przenikliwym postrzeganiu fatalnych skutków wcielania w życie mamiących swoją pozorną dobrocią, abstrakcyjnych doktryn. Tak na przykład Koźmian zauważył już wówczas i wnikliwie opisał fenomen, którego najbardziej zwyrodniałe postaci obserwujemy i doświadczamy dzisiaj, tzn. perwersyjne przekształcenie koncepcji sprawiedliwości i prawa karnego, zastąpienie koncepcji kary jako sprawiedliwej, adekwatnej do czynu odpłaty, teorią kary jako środka naprawczego. Prowadzi to w konsekwencji do bezkarności zbrodniarza, który niepostrzeżenie zaczyna także wzbudzać - jako rzekoma ofiara systemu społecznego - większą od jego ofiary sympatię opinii publicznej. Koźmian atoli nie tylko opisał to zjawisko, ale odkrył źródło owej prawniczej perwersji - w osłabieniu religijności. Ludzkość otumaniona naturalistycznym humanizmem, zastępująca w życiu społecznym i publicznym religię Boga religią człowieka, traci poczucie pewności co do swojej (jako 'zhumanizowanego' państwa) prawomocności jako sędzia występków. Ale ta humanitarna czułostkowość obróci się przeciwko samej sobie i w końcu, zamiast większej łagodności będzie prawdziwe zezwierzęcenie.

8. Demokratyzacja społeczna, a następnie demokratyzacja ordynacji wyborczej, zachwiała pozycją Stańczyków w życiu politycznym Galicji. Pojawienie się agresywnych ruchów lewicowych - socjalistycznego i ludowego, jak również nowocześniejszego konkurenta na prawicy w postaci Narodowej Demokracji, nakazywało szukać sposobów dostosowania się do nowej rzeczywistości. Możliwe to było na dwa sposoby: wejście w porozumienie z jednym z konkurentów, tak, aby rozbić wspólny front antyzachowawczy, oraz unowocześnienie własnej organizacji i poszerzenie bazy społecznej dla uprawiania polityki przez elitę. Stańczycy próbowali jednego i drugiego, ale trzeba powiedzieć, że na obu odcinkach ponieśli ostatecznie klęskę. Usiłowali rozbić ruch ludowy przez zawarcie porozumienia z jednym z jego odłamów, ale uczynili to wyjątkowo niefortunnie wybierając sobie za partnera akurat jego gorszą (i ideowo, i moralnie) część, jak również - co tu ukrywać w sposób nie przynoszący im samym chluby, bo metodą korupcji, Efekt był taki, że utracili bezwarunkowe potąd poparcie Kościoła, a na innym tle (tu akurat mieli rację, bo w ostatnim momencie, kiedy możliwe było zawarcie ugody z Rusinami) drugiego odłamu konserwatystów, czyli tzw. podolaków, którzy weszli w sojusz z endecją. Gdy idzie o drugi ze sposobów, to młodzi, tzw. neostańczycy (W.L. Jaworski, bracia Górscy, Beaupre, Starzewski i in.) poczynili pewne kroki w postaci utworzenia w 1896 r. Klubu Konserwatywnego, zaś w 1907 r. powołali wreszcie formalną partię pod nazwą Stronnictwo Prawicy Narodowej, ale zamysł uczynienia z niej 'partii porządku' i wszystkich sił naturalnie zachowawczych, tj. dużej i małej własności (ziemiaństwa, mieszczaństwa i chłopów), nie powiódł się na całej linii. Stronnictwo do końca swoich dni pozostało w gruncie rzeczy elitarnym klubem politycznym publicystów, profesorów i arystokratów. Dziś, kiedy konserwatywną kontrrewolucję trzeba i tak zaczynać na zupełnie innym gruncie, niż na płaszczyźnie obrony stanu posiadania (bo bronić, jak wiadomo, nie ma czego w tym sensie), wydaje się ta porażka naszych antenatów pozbawiona praktycznego znaczenia. A jednak warto to sobie zapamiętać; że nie mieliśmy polskiego toryzmu w tym rozumieniu, jakie nadali mu brytyjscy rówieśnicy Stańczyków: Peel, Disraeli, Joe Chamberlain, to znaczy wszechstanowej 'partii jednego narodu' (one nation). Dlatego nie mamy dzisiaj nawet choćby i tego skarlałego, zdemokratyzowanego i selektywnego konserwatyzmu Majorów. A przecież warto byłoby móc zaczynać od czegoś konkretnego.



Tekst pochodzi z pisma narodowo-konserwatywnego 'Rojalista' nr 1 (21) / 1997

Poradnik jak popsuć życie - wersja skrócona


  • Pomagaj frajerom rozstać się z pieniędzmi.
  • Nie dotrzymuj tajemnic.
  • Rozpuszczaj złośliwe plotki.
  • Informuj wszystkich, jak ciężko pracujesz.
  • Uprawiaj sztukę wiotkich uścisków dłoni.
  • Czytaj listy innych ludzi.
  • Płać za przejazd autostradą stu złotowymi banknotami.
  • Jeżeli ktoś się myli na twoją korzyść nie poprawiaj go.
  • Podlizuj się szefowi.
  • Mów przykrywając ręką usta.
  • Przekręcaj cytaty.
  • Opowiadaj zakończenia filmów.
  • Rób aluzje do spraw płciowych, żeby zwrócić na siebie uwagę.
  • Umów się na randkę i nie przyjdź.
  • Dawaj małym dzieciom na urodziny ubranka.
  • Zwalniaj pracowników przez telefon.
  • Nigdy nie ściel łóżka.
  • Przerywaj ludziom w połowie zdania.
  • Załóż dżinsy na ślub.
  • Zostawiaj deskę klozetową podniesioną.
  • Jak kogoś skrzywdzisz, to nie zapomnij go obrazić.
  • Jadź wolno szybkim pasem.
  • Parkuj w miejscach zarezerwowanych dla inwalidów.
  • Zaginaj rogi w pożyczonej książce.
  • Oślepiaj kierowców jadących z przeciwnej strony.
  • Kończ krzyżówki za innych.
  • Pytaj ludzi, ile kosztowały ich ubrania.
  • Zgrabiaj liście na trawnik sąsiada.
  • Chwytaj żonę / męża za fałdy tłuszczu w biodrach.
  • Nie podpisuj czeków.
  • Zapamiętuj tylko to co jest dla ciebie wygodne.
  • Odbieraj prywatne telefony podczas ważnych zebrań.
  • Chodź na plażę z radiem.
  • Przypomnij osobom piegowatym, że piegi mogą być zapowiedzią raka.
  • Nie odpowiadaj na telefony.
  • Zużywaj cały papier w toalecie.
  • Pytaj ludzi ile zarabiają.
  • Nie spuszczaj wody.
  • Ruszaj z piskiem opon.
  • Zostawiaj mokrego lizaka na nowej kanapie.
  • Prowadząc samochód, nie zachowuj bezpiecznej odległości.
  • Powtarzaj w kółko swoim dzieciom, że mają się uczyć.
  • Wyrywaj artykuły z czasopism w poczekalni u lekarza.
  • Wstawiaj na półkę lepkie słoiki z miodem.
  • Nie odbieraj telefonu. Niech dzwoni.
  • Wycinaj swoje imię na stołach piknikowych.
  • Zostawiaj odciski palców na fotografiach.
  • Nie śpiesz się z płaceniem rachunków ludziom, którzy nie naliczają procentów.
  • Wysyłaj anonimy.
  • Podpijaj z cudzych szklanek.
  • Bębnij palcami podczas wystąpień kolegów.
  • Wychodź z koncertów podczas popisu solowego albo przed owacją.
  • Zostawiaj na prezentach nalepki z cenami.
  • Syp nazwiskami znanych osobistości.
  • Zdmuchuj świeczki na tortach urodzinowych innych osób.
  • Nie napełniaj wodą pojemnika na kostki lodu.
  • Zostawiaj w lodówce otwarte produkty mleczne.
  • Nie zostawiaj informacji po usłyszeniu sygnału.
  • Rozmawiając z ludźmi wymachuj im palcem przed nosem.
  • Sypiaj codziennie do południa.
  • Pal w łóżku
  • Ubieraj się o piętnaście lat za młodo.
  • Zapominaj rano o natrysku.
  • Spóźnij się o dzień na swoją rocznicę ślubu.
  • Miej zawsze rację.
  • Opieraj się o dzwonek.
  • Jeśli gdzieś zanosi się na bójkę, nie pozwól, żeby zaczął ją ktoś inny.
  • Nie przyjmuj do wiadomości odmowy.
  • Lekceważ zakaz palenia.
  • Wrzeszcz podczas wydawania poleceń.
  • Syp węgiel w pończochy na Boże Narodzenie.
  • Wyśmiewaj się z ludzi, którzy usiłują coś zrobić.
  • Zakładaj, że wszyscy się z tobą zgadzają, ale nie przestawaj ich przekonywać.
  • Przechwalaj się jak najczęściej.
  • Zostawiaj wózki z supermarketu na ulicy albo na parkingu.
  • Obiecuj zapłatę i nie płać.
  • Zostawiaj szuflady biurek i kartotek otwarte.
  • Nie bierz udziału w wyborach.
  • Pierz jednocześnie białe i kolorowe rzeczy.
  • Pakuj prezenty w używany papier.
  • Strzelaj palcami.
  • Przestrzegaj litery, nie ducha prawa.
  • Zachowuj komplementy, dla osób, które mogą ci coś załatwić.
  • Dawaj podwładnym odczuć, że są podwładnymi.
  • Kłóć się ze wszystkimi.
  • Dotykaj obrazów w muzeum.
  • Histeryzuj.
  • Tarasuj wejścia do wind, autobusów i dworców.
  • Insynuuj, imputuj i intryguj.
  • Groź procesami sądowymi.
  • Zwalaj, co się da na innych.
  • Nie kupuj żywności w supermarketach - pożywiaj się na miejscu.
  • Wrzucaj do pralki spodnie z chusteczkami do nosa w kieszeniach.
  • Kręć, zaciemniaj i komplikuj.
  • Kiedy kupujesz bilety, lub płacisz za przejazd, przypominaj, że twój małolat nie ukończył 7 lat.
  • Dowiedz się, jak wygrywać przez zastraszenie.
  • Uprawiaj hazard pożyczonymi pieniędzmi.
  • Nagrywaj filmy na kasecie z wypożyczalni.
  • Mów ludziom, że ich umieściłeś w testamencie, nawet, jeżeli tego nie zrobiłeś.
  • Ulegaj teoriom spiskowym.
  • Nie daj się złapać.
  • Żądaj usługi ekspresowej, ale nie za dodatkową opłatą.
  • Stawaj dokładnie przed, albo za wozami straży pożarnej i karetkami pogotowia.
  • Przechodź przez jezdnie na czerwonym, zielonym albo żółtym świetle.
  • Udzielając kierowcom informacji, opuszczaj jedno, czy dwa skrzyżowania.
  • Wymyślaj specjalne żądania dla kelnerów i kelnerek.
  • Każdy parasol jest twój.
  • Uprawiaj bierną agresję.
  • Wyrzucaj przez okno różne rzeczy - papierowe chusteczki, niedopałki, plastykowe torebki.
  • Spróbuj skomleć.
  • Poprawiaj swoją postawę, chodząc z zadartym nosem.
  • Przypomina bezrobotnym, że pewnie nie straciliby pracy, gdyby lepiej pracowali.
  • Obmawiaj, wymawiaj, odmawiaj.
  • Przepowiadaj upadek, chaos finansowy i demokrację japońską.
  • Zostawiaj na drzwiach dekoracje bożonarodzeniowe do marca lub kwietnia.
  • Mów z pełnymi ustami.
  • Rób uwagi na temat tuszy innych.
  • Pytaj kobiety, czy diamenty w ich pierścionkach są prawdziwe.
  • Przygotuj sobie zapas dowcipów na chwile napięcia i powagi.
  • Wal pięścią w stół.
  • Drap się, ilekroć masz ochotę.
  • Jeżeli ci to sprawia przyjemność, rób to.
  • Odpowiadaj pytaniem na pytanie.
  • Sprawdź, co trzeba zrobić, aby usłyszeć gwizdek ratownika.
  • Podawaj kukurydze w kolbach osobom ze sztuczną szczęką.
  • Nie dawaj na cele dobroczynne, chyba że coś z tego masz.
  • Jeżeli już musisz oddać krew, zrób z tego wielkie przedstawienie.
  • Zmuś swoją sekretarkę, żeby robiła za ciebie zakupy.
  • Zadawaj stewardesie co pięć minut jakieś pytania.
  • Siadaj bez pytania, obok pani domu.
  • Dolej kroplę, która przeleje puchar.
  • Czyść paznokcie w czasie obiadu.
  • Przyjmuj, ale nie zostawiaj wiadomości na sekretarce automatycznej.
  • Zatrzymywanie się na czerwonych światłach po północy, to strata cennego czasu.
  • Notuj dobre pomysły i sprzedawaj je jako własne.
  • Opowiadaj dowcipy o terrorystach, w gronie osób czekających na wejście do samolotu.
  • Spróbuj, czy uda ci się pierwszemu wysiąść z samolotu, nawet jeżeli siedzisz przy oknie.
  • Rezerwując miejsce w hotelu lub restauracji, dodawaj sobie przed nazwiskiem tytuł doktor.
  • Bilansuj swoją książeczkę czekową raz na pół roku albo rzadziej.
  • Miej legitymacje, na fałszywe nazwisko.
  • Prowadź podwójną księgowość.
  • W samochodzie zajmuj zawsze najwygodniejsze miejsce.
  • Jak narobisz długów wyjeżdżaj z miasta.
  • Zostawiaj zapalone światła w samochodzie.
  • Zanim wysiądziesz z windy, wciśnij wszystkie guziki.
  • Dawaj nieproszone rady.
  • Nie rób nic, zanim cię nie poproszą dwa razy.
  • Odkładaj wszystko na jutro, bo zawsze możesz to zrobić pojutrze.
  • Sprawdź czy napisy "świeżo malowane" mówią prawdę.
  • Używaj jak najczęściej słowa "jakby", także na końcu zdania, jakby.
  • Nie myj się po treningu.
  • Wchodź po ruchomych schodach jadących w dół.
  • Wypracuj przynajmniej trzy sposoby omijania kolejki.
  • Zmieniaj kanały, nie pytając innych.
  • Podkreślaj w nie swoich książkach.
  • Kłam na temat swojego wieku.
  • Mów ludziom, co chciałbyś od nich otrzymać na urodziny.
  • Jak nie przychodzi ci do głowy nic miłego, to powiedz coś nieprzyjemnego.
  • Siorb przy zupie.
  • Osądzaj innych.
  • Trzaskaj gumką do gatek.
  • Skup się na wygranej, a nie na fair play.
  • Wyciskaj pastę do zębów od przodu. Przy okazji nie zakręcaj tubki.
  • Darmowa telewizja kablowa, to kwestia jednego nieuczciwego elektryka.
  • Wysyłaj teściom świńskie pocztówki urodzinowe.
  • Otwieraj parasol w zatłoczonych przejściach.
  • Ogłaszaj, że idziesz do łazienki.
  • Czytaj ludziom przez ramie w autobusie.
  • Trzymaj, póki ten drugi nie puści.
  • Lekceważ terminy.
  • Zemsta jest słodka, skosztuj.
  • Pożyczaj pieniądze od teściowej.
  • Napis "Parking zastrzeżony" oznacza miejsce dla ciebie.
  • Zawyżaj swoje koszty.
  • Zrywaj etykiety z nie otwartych puszek.
  • Poprawiaj majtki w miejscach publicznych.
  • Wypieraj się błędów i zwalaj je na innych.
  • Pożyczaj chustki do nosa.
  • Obmacaj wszystkie czekoladki, zanim wybierzesz tą, na którą masz ochotę.
  • Obrzucaj wyzwiskami sędziego na meczach ligi szkolnej.
  • Kiedy skończysz żuć gumę, przylep ją pod krzesłem.
  • Kiedy zrobisz coś dobrego, upewnij się, że wszyscy się o tym dowiedzieli.
  • Przekupuj dzieci, z nimi to idzie łatwo.
  • Manipuluj, spekuluj, kopuluj.
  • Wpychaj się nieproszony na prywatne spotkania z uśmiechem na twarzy.
  • czytaj gazetę podczas rodzinnych posiłków.
  • Bądź perfekcjonistą absolutnie we wszystkim.
  • Zapisz na swojej automatycznej sekretarce zbyt dowcipną wiadomość.
  • Bądź dwuznaczny - to ci pozwoli pracować na dwa fronty.
  • Oceniaj ludzi na podstawie ich pieniędzy i ubrań.
  • Zostawiaj rajstopy rozwieszone w łazience.
  • Krytykuj, wszystkich i wszystko, lecz sam krytyki nie przyjmuj.
  • Ogryzaj cudze ołówki.
  • Popieraj karę śmierci za niewłaściwe parkowanie.
  • Zdobądź prawo jazdy doradcy kierowcy z tylnego siedzenia.
  • Często przepraszaj, ale nie zmieniaj swojego zachowania.
  • Zmieniaj przepisy stosownie do własnych potrzeb.
  • Okłamuj swojego psychologa i siadaj w jego fotelu.
  • Gaś niedopałki w doniczkach.
  • Stawiaj swoje dzieci co rano na baczność.
  • Noś podkoszulki z ordynarnymi napisami.
  • Ustawiaj swój wózek w supermarkecie w kolejce do kasy i wtedy rób zakupy.
  • Ściągaj kołdrę na siebie
  • Rzucaj mokre ręczniki na lóżko.
  • Zatrzaskuj drzwi ludziom przed nosem.
  • Obcinaj paznokcie na łóżku.
  • Powtarzaj się.
  • Powtarzaj się.
  • Cytuj Adolfa Hitlera.
  • Opowiadaj małolatom, jak to było za twoich czasów.
  • Zajmuj się intrygami biurowymi.
  • Podczas jedzenia opisuj barwnie operację usunięcia macicy.
  • Odkładaj rzeczy nie na swoje miejsce.
  • Przygotowując grilla wylej całą butelkę benzyny na węgiel drzewny.
  • Zablokuj windę, póki nie dokończysz rozmowy..
  • Podpisuj się nieczytelnie na ważnych dokumentach.
  • Powtarzaj ten sam błąd dwa razy.
  • Rozdawaj swoje wizytówki na pogrzebach.
  • Organizuj w restauracjach konkursy bekania.
  • Czyść sobie ucho małym palcem.
  • Zabieraj swoje dziecko do kina, kiedy ma kolkę.
  • Sikaj w basenie pływackim.
  • Jedź poboczem, aż wyminiesz korek i dopiero wtedy włączaj się do ruchu.
  • Ćwicz i doprowadź do perfekcji swój wilczy gwizd.
  • Noś duże kapelusze do kina.
  • Chodź w podkutych butach po drewnianych parkietach.
  • Gryź kostki lodu.
  • Zostawiaj druciane wieszaki na podłodze w szatni.
  • Zawsze miej jakąś niską pobudkę.
  • Wpadaj w panikę co drugi dzień.
  • Bierz największy kawałek.
  • Pluj na chodnik.
  • Wyprowadzaj swojego psa - ludojada bez smyczy.
  • Wyprowadzając psa zapominaj "psiej szufelki".
  • Wstając przetaczaj się na jej stronę łóżka.
  • Zapominaj zakończenia, ale niech cię to nie powstrzymuje od opowiadania dowcipów.
  • Kwękaj.
  • Wyprzedź staruszka w wyścigu o ostatnie miejsce siedzące w autobusie.
  • Stosuj nieczyste chwyty.
  • Czesz się w kuchni.
  • Zastanawiaj się bez końca przy grze w scrable.
  • Powoduj korki na skrzyżowaniach.
  • Pamiętaj, że dawniej wszystko było lepsze.
  • Przynieś osiemdziesiąt pięć rzeczy do szatni.
  • Graj w piłkę obok szklarni.
  • Bądź zawsze gotów do awantury.
  • Zrzucaj winę na ofiarę.
  • Przechowuj sól w cukierniczce.
  • Witaj każdy nowy dzień warknięciem.
  • Wyskrob swoje inicjały na wilgotnym betonie.
  • Przełamuj grzbiety pięknych książek.
  • Dorysowuj wąsy na plakatach.
  • Nie przewijaj kaset przed ich oddaniem.
  • Zaczynaj zdania od "więc".
  • Bądź przesadnie bezczelny i pewny siebie.
  • Gwiżdż w kółko tą samą radosną melodię.
  • Chodź z wysoko podniesioną głową, noś grubą laskę i rób z niej użytek.
  • Podawaj zastrzeżone numery telefonów innych ludzi.
  • Wybieraj pieniądze ze skarbonki dziecka.
  • Zainstaluj w swoim samochodzie syrenę.
  • W wigilie podawaj gotowe dania, tanie wino i cukierki.
  • Rób innym to co tobie nie miłe.
  • Weź grosz, to będziesz go miał. .
  • Chodź powoli i nie daj się nikomu wyprzedzać.
  • Wkładaj ogłoszenia za wycieraczki samochodów innych ludzi.
  • Kiedy inni się spieszą, ty ceń swój czas.
  • Nie uprzątaj śniegu z chodnika przed domem.
  • Uganiaj się za karetkami pogotowia.
  • Zostawaj na przyjęciach dłużej, niż jesteś mile widziany.
  • Obiecuj i odwołuj.
  • Syp piaskiem na plaży.
  • Podawaj rybę z głową.
  • Dotykaj nieznajomych.
  • Zaparowuj lustro w łazience.
  • Opowiadaj o swoich hemoroidach.
  • Mów dzieciom prawdę o Świętym Mikołaju.
  • Uderzaj poniżej pasa.
  • Gryź dentystę po palcach.
  • Kto ma złoto ten rządzi.
  • Rozdrapuj strupy.
  • Zmieniaj konie w połowie rzeki.
  • Niech okruchy spadają na podłogę, a frytki, gdzie popadnie.
  • Wstawaj wcześnie i zabieraj gazetę sąsiadowi.
  • Jeźdź jak taksiarz.
  • Wytykaj ludziom błędy ortograficzne.
  • Kichaj w zatłoczonej windzie.
  • Wdawaj się w ożywioną dyskusję na temat pogody.
  • Karm zwierzęta, zwłaszcza krakersami.
  • Cofnij zegarek, zyskasz na czasie.
  • Otwieraj trumnę, żeby spojrzeć po raz ostatni.
  • Nastawiaj budzik, kiedy twój partner nie musi wstać rano.
  • Potrząsaj butelką wody mineralnej przed otwarciem.
  • Naśladuj głosy zwierząt w bibliotekach.
  • Puszczaj bąki w zatłoczonych miejscach publicznych.
  • Nigdy nie wybaczaj i nie zapominaj.
  • Nie zawiadamiaj komisji, że odwołałeś zebranie.
  • Pytaj ludzi jak się mają, ale nie czekaj na odpowiedź.
  • Przestrasz dziś kogoś na śmierć, pod warunkiem, że on na to nie zasługuje.
  • Poluj na cudzym terenie łowieckim.
  • Zostawiaj ludziom ślady szminki na czole i policzkach.
  • Przyjmuj władzę, nie przyjmując odpowiedzialności.
  • Kiedy kogoś przepraszasz, a on mówi: "Nie ma za co" traktuj to dosłownie.
  • Bądź miły dla osób agresywnych.
  • Nie wstawaj, kiedy grają hymn.
  • Nie szczędź ludziom dwuznacznych komplementów.
  • Patrz z góry na nowicjuszy.
  • Mów dobrze o prezydencie Jaruzelskim.
  • Wysyłaj listy na koszt odbiorcy.
  • Przeklinaj, aż się zrobisz purpurowy na twarzy.
  • Poczekaj pięć tygodni z realizacją czeku.
  • Pożyczaj od koleżanki, jej kapturek antykoncepcyjny.
  • Mieszkaj w szklanym domu i rzucaj kamieniami.
  • Ociągaj się, a na pewno znajdzie się ktoś, kto zrobi, co trzeba.
  • Żyj jak koń i zachowuj się jak świnia.
  • Top smutki w kieliszku.
  • Jeśli masz czas na odsiadkę, popełnij przestępstwo.
  • Ścinaj zakręty.
  • Nurzaj się w perfumach.
  • Nigdy nie gryź się w język, nie przełykaj obrazy i nie wypijaj
  • piwa, które naważyłeś.
  • Poluj na komplementy.
  • Wymachuj batem.
  • Przyprawiaj wszystko co gotujesz, chili.
  • Pij sok pomarańczowy prosto z kartonu.
  • Pal za sobą mosty i zapalaj świece z obu końców.
  • Zwracaj się do żony imieniem poprzedniej narzeczonej.
  • Kiedy potrzebujesz żarówki znajdziesz ją na klatce schodowej.
  • Wyprzedzaj z prawej strony.
  • Rozpieraj się w delikatnych antycznych fotelach.
  • Wyśmiewaj się ze wszystkich akcentów.
  • Nie podpisuj kart pocztowych z życzeniami.
  • Zostawiaj papiery w kopiarce.
  • Uprawiaj pieszczoty w miejscach publicznych.
  • Pytaj rodziców i dziadków, ile chcą ci zapisać w spadku.
  • Strzepuj ludziom łupież z kołnierzy.
  • Oblizuj nóż przed ponownym zanurzeniem go w słoiku z dżemem truskawkowym.
  • Opowiadaj długie, nudne historie.
  • W biurze bądź zawsze na konferencji.
  • Szczyp dzieci w policzki.
  • Narzekaj, narzekaj, narzekaj.
  • Wciskaj się w każdą możliwą fotografię.
  • Umieść za szybą samochodu napis "Duchowny z posługą".
  • Klep ludzi po ramieniu.
  • Przysięgaj, że tym razem mówisz prawdę.
  • Szepcz za plecami ludzi.
  • W kartotece zamieszczaj wszystko w niewłaściwym miejscu, zwłaszcza umowy.
  • Przypominaj przyjaciołom o tym, jak się wygłupili dziesięć lat temu.
  • Parkuj na wjazdach i przy hydrantach.
  • Pal popularne
  • Zapuść sobie długie włosy w nosie.
  • Nie czyść filtru suszarki do bielizny.
  • Gol się raz na trzy albo na cztery dni.
  • Jedz w łóżku krakersy, potem przenieś się na swoją połowę.
  • Pokryj meble w salonie plastykiem.
  • Przestawiaj książki na półkach bibliotecznych.
  • Wyprzedzaj stojące autobusy szkolne.
  • Błyskaj swoim rolexem, nawet jeżeli to imitacja.
  • Nagrywaj rozmowy telefoniczne i wykorzystuj je potem do szantażu.
  • Karm psa pod stołem.
  • Nie korzystaj z podstawek pod kieliszki.
  • Strzyż trawnik nie częściej niż raz czy dwa razy w roku.
  • Dzwoń do znajomych podczas transmisji z finału mistrzostw
  • piłkarskich, żeby porozmawiać o swoich problemach.
  • Bądź nieprzygotowany do wystąpień publicznych.
  • Otrzymując prezent pytaj, czy podlega zwrotowi.
  • Bądź rozrzutny i kupuj pod wpływem impulsu.
  • Mów ludziom, że śmierdzi im z ust.
  • Przejeżdżaj z dużą prędkością przez kałuże obok chodnika.
  • Kupuj, noś i zwracaj.
  • Kopiuj zastrzeżone programy komputerowe.
  • Pij gorącą kawę, prowadząc samochód.
  • Nie zdradzaj jaroszom, że w sałatce jest mięso.
  • Zajmuj godzinami stolik w kawiarni, siedząc nad jedną kawą.
  • Jak najczęściej obwieszczaj, że czujesz dym.
  • Rozdrapuj rany, ilekroć to możliwe.
  • Pochwal się nowym futrem w sklepie zoologicznym.
  • Opowiadaj dowcipy na pogrzebach.
  • Urządź hałaśliwe przyjęcie w środku tygodnia.
  • Namawiaj innych, żeby podejmowali ryzyko, którego sam byś nigdy nie podjął.
  • Idź z przyjaciółmi do restauracji i "zapomnij" portfela.
  • Miej za złe.
  • Ćwicz się w mydleniu ludziom oczu.
  • Nie telefonuj, żeby odwołać rezerwację.
  • Demonstruj zły humor.
  • Zasłyń jako osoba używająca długich i niezrozumiałych słów.
  • Cytuj przysłowia po łacinie.
  • Chodź w toplessie albo na golasa na plażach publicznych.
  • Graj znaczonymi kartami.

  • W biurze puszczaj wszystkie rozmowy przez mikrofon.
  • Wyspecjalizuj się w ucieraniu ludziom nosa.
  • Nie gódź się na to, żeby mieć miły dzień.
  • Mów po każdym słowie "eee...".
  • Mów na zmianę głośno i cicho, żeby ludzie myśleli, że mają kłopoty ze słuchem.
  • Zadawaj w kółko pytanie: "Czy już dojechaliśmy?"
  • Poniżaj, obmawiaj, zdradzaj.
  • Zepsuj komuś uroczystość.
  • Zużyj całą ciepłą wodę.
  • Udzielaj wykrętnych odpowiedzi.
  • Szukaj dziury w całym.
  • Pożądaj żony bliźniego swego.
  • Załóż się z żebrakiem o całą jego gotówkę.
  • Wchodź bez pukania.
  • Odmawiaj przyjmowania telefonów na "erkę" od członków rodziny.
  • Kiedy sprawy nie idą po twojej myśli, zabieraj swoje zabawki i idź do domu.
  • Zrób porządek na biurku szefa.
  • Blokuj innym dostęp do suszarki w automacie pralniczym.
  • Na randce podjadaj z talerza swojego partnera lub partnerki.
  • Wypij ostatnie piwo swojemu współlokatorowi.
  • Gol sobie nogi maszynką swojego męża.
  • Rozpyl środek owadobójczy w samochodzie.
  • Odgryzaj więcej, niż możesz połknąć.
  • Jedz czosnek przed ważnymi spotkaniami i kolacjami we dwoje.
  • Oddawaj się oczernianiu ludzi.
  • Starając się o pracę, machaj bez przerwy nogą w czasie rozmowy.
  • Lituj się nad sobą.
  • Nigdy nie ścieraj kurzu.
  • Rób przerażające miny do małych dzieci.
  • Miewaj ataki szału.
  • Zaglądaj rzemieślnikowi przez ramie i rób uwagi.
  • Zakładaj nogi na stół.
  • Uprawiaj rozrywki umysłowe.
  • Polecaj usługi niesolidnych mechaników samochodowych.
  • Kupuj i czytaj czasopisma wydawane przez supermarkety.
  • Ugryź rękę, która cię karmi.
  • Na weselu otwieraj koperty z czekami i ogłaszaj, ile dostaliście.
  • Mów wszystkim, że powinni się leczyć psychicznie.
  • Mów, że kawa jest bez kofeiny, kiedy nie jest.
  • Podawaj wino w kieliszkach po soku albo od koktajlu z krewetek.
  • Podawaj odległości w kilometrach.
  • Powiedz przyjacielowi, który przeżył katastrofę, żeby dostrzegał jasne strony życia.
  • Chodź z rozpiętym rozporkiem.
  • Pożyczaj od znajomych pieniądze, a potem temu zaprzeczaj.
  • Chodź w butach do stepowania.
  • Zostawiaj na umywalce używaną nitkę do czyszczenia zębów.
  • Naucz się wypatrywać nowicjuszy i frajerów.
  • Obiecaj komuś, że go podwieziesz samochodem i nie przyjdź na umówione miejsce.
  • Zostaw mydło na skraju basenu.
  • Usiądź na trybunie w stroju kibica gospodarzy i kibicuj gościom.
  • Udawaj, że słuchasz.
  • W tańcu depcz partnerowi po nogach.
  • Nie potwierdzaj danych ze swojego komputera.
  • Nie dzwoń do matki.
  • Nigdy nie oddaj zwycięstwa, kiedy grasz w coś z dziećmi.
  • Nigdy nie uznawaj niczyjego udziału w czymkolwiek.
  • Podawaj czerwone wino do ryby.
  • Trzymaj ludzi w nieskończoność "na telefonie" mówiąc, że rozmawiasz z innego aparatu.
  • Strzel sobie jednego, zanim pójdziesz do pracy.



zaczerpnięte z http://www.jasinski.us/

Adam Doboszyński - konserwatywny, zachowawczy, anty industrialny antyglobalista

Adam Doboszyński został zabity po II Wojnie Światowej przez komunistów, jak tysiące innych polskich narodowców. Dziś fakt ten nie przeszkadza, lewicowcom ubierającym swe zabobony w narodowe hasła, odwoływać się do idei Doboszyńskiego i gloryfikować PRL.

Doboszyński a ruch narodowy

Pomimo że, jedyna licząca się na scenie politycznej partia, odwołująca się do dziedzictwa ruchu narodowego, Liga Polskich Rodzin, konsekwentnie odrzuca polityków i pomysły skażone lewicowością, zagrożeniem dla Polski jest bezkrytyczne przyjmowanie wszelkich idei wywodzących się z ruchu narodowego. Ruchu narodowego w którym występowały odmienne wizje tego co dobre dla Polski. Dziś, w imię troski o dobro wspólne, ruch narodowy, odpowiedzialny patriotyzm wymaga, selekcji tego co wartościowe od tego co jest niebezpieczną i destruktywną utopią. Gdy większość dziedzictwa Romana Rybarskiego powinna być intelektualnym fundamentem programu gospodarczego ruchu narodowego, to wobec spuścizny Adama Doboszyńskiego należy zachować daleko idącą ostrożność.

Doboszyński nie miał wykształcenia ekonomicznego, był inżynierem budownictwa. Brak naukowego przygotowania do zajmowania się gospodarką i sprawami społecznymi, zaowocował tym że Doboszyński wraz z większością współczesnych mu, uległ anty rynkowemu duchowi epoki. Anty rynkowa postawa Doboszyńskiego, była powodem intelektualnego sporu między nim a profesorem Romanem Rybarskim, politykiem ruchu narodowego i pro wolnościowym ekonomistą. Co jest dowodem że jak dziś, tak i drugiej RP, były różne idee narodowe, jedne mądre, inne niebezpieczne. Ważne jest też to że wolnościowy Rybarski był ważnym politykiem obozu narodowego, a Doboszyński popularnym wśród zradykalizowanej młodzieży. Doboszyński przez swą krytykę społeczeństwa industrialnego, zyskał sympatię Chestertona, i części dzisiejszych antyglobalistycznych ekologów. Anty industrializm i niechęć do rynku, nie były jedynymi dziwnymi pomysłami Adama Doboszyńskiego, chciał on też federacji środkowo wschodnich Słowian. Pomimo że Doboszyński w swoich pracach nie przejawił zbytniej przenikliwości intelektualnej, unikał realizmu i był targany obsesjami, prace jego, pozwalają dostrzec zgubność podawania się emocjom w polityce i ucieczki od faktów. Nie znaczy to że w publicystyce Doboszyńskiego nie ma tez cennych, wartych wprowadzenia w życie. Niestety Adam Doboszyński nie uczciwie twierdził że istnieje jeden program narodowy, na który ma tylko on monopol, nie dostrzegając że odmienne od niego idee głosili wolnościowy Roman Rybarski.

Pseudo chrześcijańskie idee

Co gorsza Doboszyński wbrew faktom przypisuje swoim pomysłom treść chrześcijańską. O wartości tych zapewnień niech świadczy to że w ?Gospodarce Narodowej? z 1934 roku (str.6) pisał że ?hitleryzm wypływa również z zasad chrześcijańskich a nie socjalistycznych?. W tym czasie Kościół Katolicki potępiał narodowy socjalizm za idee i praktykę nie do pogodzenia z Chrześcijaństwem.

Ustrój gospodarczy

Ma racje Doboszyński pisząc w ?Gospodarce Narodowej? (Fragmenty tej pracy i innych publikacji Doboszyńskiego można znaleźć w książce wydanej przez Wydawnictwo Sejmowe w 1996 pt. ?Adam Doboszyński o ustroju Polski?. Całość ?Gospodarki narodowej? wydał w 2004 Nortom, z którego to wydania pochodzą cytaty.) że ustrój narodowy, oparty być musi na upowszechnieniu własności, przedsiębiorczości, i daleko idącej swobodzie gospodarczej. Ma racje Doboszyński dostrzegając że gospodarka nie może funkcjonować bez moralności. Norm budujących relacje między przedsiębiorcami.

Niestety Doboszyński propaguje model stosunków gospodarczych i społecznych który prowadzi do regresu cywilizacyjnego. Regres ten ma umożliwić powrót do stosunków społecznych z średniowiecza. Utopijna idea Doboszyńskiego odrzuca realia polityczne. Regres cywilizacyjny powoduje to że państwo jest słabe. Polska, otoczona przez imperialistycznych sąsiadów, na słabość nie może sobie pozwolić. Kosztem słabości jest utrata niepodległości, wolności i biologiczne zniszczenie narodu. Niestety konsekwencje globalne umykają percepcji Doboszyńskiego.

Interwencjonizm

Ma racje Doboszyński gdy dostrzega patologie życia społecznego i gospodarczego, myli się widząc w interwencjonizmie państwa rozwiązanie tych patologii. Interwencjonizm zamiast zlikwidować stare patologie, wzmocni stare i stworzy nowe, bardziej niszczące. To rynek, władza konsumentów czyli narodu, odpowiedzialne społeczeństwo, wypleniają patologie z życia społecznego i gospodarczego. Błąd Doboszyńskiego to fałszywa teza że rynek kreuje patologie, gdy to rynek, jako naturalny ład spontaniczny, uruchamia dane od Boga normy moralne usprawniające relacje między ludźmi. Doboszyński błądzi świadomie negując zagrożenie automatycznej eskalacji interwencjonizmu, tezy te w książce adresuje jako polemikę wobec profesora Rybarskiego przeciwnika interwencjonizmu. Doboszyński domaga się państwowego interwencjonizmu wypływającego z moralności, nie bacząc na to że interwencjonizm państwa niszczy moralność, będącą fundamentem narodu. Doboszyński nie przyjmuje do wiadomości zagrożenia płynącego z tego że jego utopijne szkodliwe pomysły mają zabójcze dla bytu narodowego konsekwencje.

Doboszyński domaga się by arbitraż państwa określał sprawiedliwą płace. Poglądy takie sprzeczne z naturalnym ustalaniem płacy na rynku, prowadzą do eskalacji żądań płacowych, strajków, niedostępności towarów i usług, nierentowności przedsiębiorstw, bankructw, bezrobocia i nędzy pracowników.

Zysk

Doboszyński propaguje też niebezpieczny zabobon, krytykując mechanizm uzależniania produkcji od zysku. Adam Doboszyński nie dostrzega że mechanizm zysku pozwala produkować jak najtaniej, jak najlepiej, tylko te dobra i usługi których konsumenci pożądają. Doboszyński neguje zysk i potrzebę dążenia do niego. Nie dostrzega że instytucje cenione w naszej cywilizacji takie jak rodzina, są ekonomicznie o wiele bardziej efektywne, od dziś niezwykle modnego życia w samotności. Doboszyński nie jest wstanie dostrzec, jak najbardziej ekonomicznego zysku, jakim dla rodziców jest potomstwo, a dla państwa rodzina. W swych pomysłach Doboszyński żeruje na nieznajomości Ewangelii. Twierdzi że w społeczeństwie chrześcijańskim nie może być dochodu z innych źródeł poza pracy co jest całkowicie nie zgodne z nauczaniem Jezusa. Doboszyński twierdzi że płaca ma nie przynosić dochód, a pozwalać tylko na życie, że ludzie pracują nie po to by mieć więcej. Jest to teza głupia i szkodliwa, brak zysku z pracy de motywuje do pracy i efektywności. Praca bez korzyści prowokuje do zaprzestania pracy. Dodatkowo Doboszyński domaga się zakazu czerpania zysku nie z pracy fizycznej, a na przykład z wynajmu, czym Doboszyński neguje prawo własności i dysponowania nią. Konsekwencją braku zysków jest brak środków na nowe przedsięwzięcia. Konsekwencją poglądów Doboszyńskiego jest zastój, stagnacja, regres i upadek. Bez witalności gospodarczej państwo umiera.

Anty industrializm

Anty industrialna karykaturalna fobia Doboszyńskiego, razi brakiem realizmu i odpowiedzialności. Polsce, otoczonej przez agresywne, żądne mordu, imperialne, uprzemysłowione Niemcy i Rosje sowiecką, Doboszyński radził budowę rowerów w domowych warsztatach, by zachować relacje między ludzki, niszczone przez uprzemysłowienie. Niewątpliwie uprzemysłowienie niszczy pierwotne relacje między ludzkie, miasta staja się nienaturalnym zoo kreującym patologie gatunku homo sapiens. Niestety zachowawcza alternatywa Doboszyńskiego, utopia nowego średniowiecza, kończy się tym, że czołgi uprzemysłowionych Niemiec i Rosji, miażdżą warsztaty anty rynkowej, pożądanej przez Doboszyńskiego, gospodarki. W nieustającej walce narodu polskiego o przetrwanie nie można pozwolić sobie na brak realizmu i utopie.

Dla Doboszyńskiego alternatywą jest (str.84) ?albo uprzemysłowienie albo narodowe rzemiosło?. Według Adama Doboszyńskiego Polska nie powinna uczestniczyć w rozwoju cywilizacji technicznej, państwo powinno wykupywać ziemi i dawać ją rolnikom, w zamian odbierając im świadczenia socjalne. Proces rozdawnictwa ziemi jest niewątpliwym przejaw utopijnego, uwielbienia dla wsi, chłopomanii.

Proces dezindustrializacji stał się faktem. Cywilizacja naukowo techniczna doszła do sytuacji w której istnienie ogromnych fabryk stał się anachronizmem. Proces odchodzenia od społeczeństwa przemysłowego jest powodem niepokojów społecznych. Likwidacja ograniczeń wolności gospodarczej pozwoliła by na czerpanie korzyści całemu społeczeństwu z tego procesu. Doboszyński nie dostrzegł tego, zagubił się przytłoczony rzeczywistością. Chciał powrócić do relacji średniowiecznych. Nie do ducha chrześcijańskiego ale formy ustrojowej. Ten wrogi żydom nacjonalista, sam przejawił podstawowy błąd cywilizacji żydowskiej. Forma, skorupa ustrojowa, przysłoniła mu treść. Prawo stało się karykaturą swej treści. Cywilizacja łacińska, trwa niewzruszenie przy normach danych od Boga, normach które realizowane są w zmieniającej się rzeczywistości. Zasadach stałych nie zależnie czy dotyczą rzeczywistości post industrialnej czy średniowiecza.

Kapitalizm

Doboszyński postrzega kapitalizm jako system koncentracji kapitału w niewielu rękach, utożsamia kapitalizm nie z jego naturą ale patologiami. W rzeczywistości wolność gospodarcza, wymaga i przede wszystkim chroni, od dekoncentracji kapitału. Ma niewątpliwą racje Adam Doboszyński postulując jak najszerszy dostęp do środków produkcji, niestety Doboszyński nie dostrzega że poziom rozwoju dobrobytu, który osiągnięto, do którego aspirujemy wymaga, często koncentracji kapitału dla inwestycji. Doboszyński dowodzi że bolszewizm jest ostatecznym stadium kapitalizmu. Teza ta jest po prostu głupia. Wieszczy też Doboszyński klęskę wolności gospodarczej i zwycięstwo ustroju gospodarczego który dziś nazwalibyśmy trzecią drogą. Futurologia ta, sprawdziła się w wyniku upowszechnienia powszechnej interwencji państwa we wszelkie przejawy życia. W brew tezom Doboszyńskiego zaowocowało to powszechną demoralizacją i zdziczeniem, oraz regresem gospodarczym i biedą. Kraje które zachowały jak najwięcej wolności gospodarczej pozostały bardziej moralne i obywatelskie.

Doboszyński oskarża kapitalizm o zniszczenie więzi społecznych, bezrobocie i kryzysy. Tezom tym zaprzecza rzeczywistość. Przyczyną bezrobocia są wysokie koszty pracy (podatki, ubezpieczenia społeczne, koszty biurokracji i przepisów) i bariery w dostępie na rynek (koncesje, przywileje korporacyjne i decyzje urzędników). Więzi społeczne, ulegają zniszczeniu w wyniku interwencjonizmu państwa. Nic tak nie rozbiło rodziny jak ubezpieczenia emerytalne (dzieci przestały być zabezpieczeniem na przyszłość, więc rodzice przestali je rodzić i wychowywać) i publiczne szkolnictwo (instrument masowej demoralizacji, niszczenia charakterów i totalnego ogłupiania). Przyczyną wszelkich kryzysów jest interwencjonizm państwa, szkodliwa wiara w zabobon że urzędnik wie lepiej o narodu.

Praca fizyczna

Razi też teza Doboszyńskiego o tym że wszyscy powinni pracować fizycznie, bo praca fizyczna buduje moralność człowieka. Doboszyński postuluje też aby rodzice byli mieli wiele dzieci. Dzięki wielodzietności spadki po rodzicach będą mniejsze i zmuszą dzieci do pracy fizycznej. Teza ta przejawia niezwykłą, wręcz wyrosłą z dziedzictwa porewolucyjnego francuskiego oświecenia, postawę pogardy dla najbardziej zdrowego i naturalnego instynktu rodziców chcących zapewnić jak najlepsze życie własnemu potomstwu. Doboszyński w imię swoich utopii atakuje rodziny, rozbija jej solidarność, niszczy fundament społeczeństwa.

Praca fizyczna ma dawać dostęp do władzy. Doboszyński tym samym wyklucza ze społeczeństwa nie pracujących fizycznie. Utopie tą najpełniej realizowano w państwach komunistycznych. Wykluczenie nie pracujących fizycznie zakończyło się niewyobrażalnym ubóstwem, zdziczeniem i terrorem. Wizje Doboszyńskiego są oderwane od rzeczywistości, a przez to szkodliwe i nie moralne.

Ceny

Według Doboszyńskiego cenę ma wyznaczać mniemanie chłopa lub sędziego, a nie sprzedawca zdeterminowany wolą konsumenta i realiami rynku. Doboszyński tym samym neguje prawo własności sprzedawcy i kupca. Sprzedawca gdy ma narzuconą przepisami cenę nie może swobodnie decydować o swojej własności, kupujący nie może swobodnie decydować o swoich pieniądzach. Mechanizm kontroli cen propagowany przez Doboszyńskiego, jest niemoralny, nieefektywny i prowadzi do nędzy.

Doboszyński nie rozumie że pieniądz jest podstawowym towarem i tak jak inne towary przynosi najwięcej korzyści gdy swobodnie można nim operować na rynku.

Doboszyński nie widzi zagrożenia ze strony inflacji. Inflacji będącej procesem okradania narodu z wartości jaką maja pieniądze będące własnością narodu.

Banki

Doboszyński chce nie oprocentowanych pożyczek. Nie dostrzega niestety tego, że nie oprocentowane pożyczki skłaniały by do nie potrzebnych inwestycji. Pieniądze z pożyczek były by marnowane.

Doboszyński krytykuje współczesny system pożyczkowy, nie przedstawiając jakiejkolwiek alternatywy dla niego. Doboszyński nie wyjaśnia skąd brać kapitał na inwestycje. Spowodowane jest to tym że Doboszyński ignoruje realia gospodarcze i nie dostrzega zabójczych konsekwencji swoich pomysłów. Doboszyński domagał się też wprowadzenia przepisów ustalających maksymalną wysokość stóp procentowych. I ten pomysł był by szkodliwy. Banki nie pożyczały by kapitału na nowe ryzykowne przedsięwzięcia, co spowodowało by regres cywilizacyjny i utrzymanie niskiej pozycji Polski na arenie międzynarodowej. Doboszyński domagał się też likwidacji banków prywatnych. Banki według Adama Doboszyńskiego miały być tylko państwowe lub społeczne. Upaństwowienie banków, zgodne z poglądami Doboszyńskiego, skutkuje pozbawieniem konsumentów, czyli narodu, dostępu do tanich, powszechnych i dobrych usług bankowych. Trzeba pamiętać też o tym że kolektywny zarząd bankiem obciążony jest syndromem rozproszenia odpowiedzialności, skutkującym podejmowaniem szkodliwych i kosztownych decyzji. Dyrektor każdego publicznego przedsiębiorstwa, nie odpowiada za swoje decyzje własnymi pieniędzmi. Dzięki temu może dbać o interesy swojej sitwy kosztem firmy. Konkurencja między podmiotami prywatnymi, np. bankami. Wymusza świadczenie powszechnych, tanich i dostępnych usług. Ograniczenia wolności gospodarczej, monopole, koncesje i gwarancje państwa, uniemożliwiają konkurencje i kreowanie korzyści dla narodu. Doboszyński w dłużnikach dostrzega ofiary systemu bankowego, nie dostrzega tego że często dłużnicy płacą za własną bezmyślność, a patologie w systemie bankowym są owocem regulacji tego sektora przez państwo.

Własność

Doboszyński miał racje domagając się upowszechnienia własności. Niestety mylił się co do przyczyn dla których upowszechnienie własności jest niezbędne. Uważał bowiem że upowszechnienie własności uchroni przed rewolucją. Błąd Doboszyńskiego polega na tym że brak własności wcale nie determinuje niepokojów społecznych. Brak własności działa wręcz odwrotnie, bieda powoduje konformizm, rezygnacje i zgodę na rzeczywistość. Dlatego też mieszkańcy krajów socjalistycznych są tak bardzo bezwolni wobec władz, a mieszkańcy krajów kapitalistycznych skłoni do walki o swoje prawa. Własność jest potrzebna by ludzie nie zgadzali się na zło w otaczającej rzeczywistości. Własność potrzebna jest by walczyć ze złem. Gdyby Doboszyński znał ekonomie klasyczną czy katolicką naukę społeczną miał by dobre argumenty na rzecz upowszechnienia własności. Niestety argumenty Doboszyńskiego w tej i innych sprawach są nieadekwatne, a przez to dla szkodliwe.

Doboszyński postulował uspołecznienie własności. Niestety i ten pomysł jest szkodliwy. Społeczeństwo nigdy nie zadba o własność, tak jak dbał by o nią prywatny właściciel. Właściciel chcący osiągać zysk, czyni swą własność społecznie użyteczną. Naród bardziej korzysta na prywatnej niż uspołecznionej własności.

Etatyzm

Niestety Doboszyński hołdował zabobonowi że kolektyw wyrażający się w urzędasie jest mądrzejszy od jednostki. Dlatego Doboszyński uważał że pewne formy własności muszą być kolektywne, bo są zbyt skomplikowane dla głupich jednostek, a urzędnik z racji bycia urzędnikiem, w magiczny sposób jest zdolny je postrzec i zrozumieć. Doboszyński twierdził że dyrektor państwowego przedsiębiorstwa, ma taką sama przestrzeń działania jak prywatny przedsiębiorca. Doboszyński mylił się. Prywatny przedsiębiorca jest uzależniony od woli konsumentów. Dyrektor przedsiębiorstwa publicznego może bezkarnie marnować, nie swoje, publiczne pieniądze na nikomu nie potrzebną produkcje i inwestycje. Deficyt publicznego przedsiębiorstwa i tak pokryje państwo.

Rola państwa

Według Doboszyńskiego państwo ma nie dopuścić do rozwarstwienia ekonomicznego. Tym samym Doboszyński doprowadził by do usunięcia podstawowego motywu pracy i degeneracji społeczeństwa. Ludzie pracują by osiągnąć lepszy status społeczny, którego wyznacznikiem jest majątek. Większy majątek jest nagrodą za większy wysiłek, cięższą prace, dostarczanie konsumentom dóbr i usług o wysokiej jakości i niskiej cenie. Brak nagrody, skutkował by tym że konsumenci, byli by pozbawieni tego czego potrzebują. Tracił by na tym cały naród. Pomysły niedopuszczania do rozwarstwienia ekonomicznego realizowane są przez socjaldemokratyczne reżimy za pomocą progresywnej skali podatkowej. Pomysły taki skutkują nędzą i patologiami społecznymi.

Bariery prawne w rozwoju gospodarki

Doboszyński, realnie na szkodę Polski, domagał się wprowadzenia prawnych barier w rozwoju gospodarczym. (str.110) ?Konieczny jest przeto ustawowy zakaz zakładania nowych wytwórni w istniejących już ośrodkach miejskich i przemysłowych.? Doboszyński chciał by ład gospodarczy kreowało państwo. Pomysły taki w Polsce i na całym świecie zawsze kończyły się nędzą i upadkiem państwa.

Doboszyński chciał aby ustrój gospodarczy opierał się na korporacjach zawodowych. Pomysł ten jest szkodliwy. Korporacje zawodowe dbają o swój interes kosztem konsumentów. Solidarność zawodowa skłania do tolerowania w środowisku zawodowym osób dokonujących czynów sprzecznych prawem. Ludzie zdolni z poza środowiska korporacji zawodowej nie są dopuszczani na rynek by chronić monopol na zyski członków korporacji. Korporacje zawodowe odpowiadają za zawyżanie cen, niedostępność towarów i usług dla konsumentów. Konsumentów czyli narodu, który odnosił by korzyści z wolnego rynku dóbr i usług, z konkurencji i walki między podmiotami świadczącymi usługi. Doboszyński uważał że celem korporacji jest uspołecznienie warsztatów pracy. Pomysł te oznacza że realnym właścicielem warsztatu pracy miała by być korporacja. Realne uprawnienia właścicielskie ma ten kto dyktuje warunki. Tracić będą na tym będą i konsumenci i producenci. Korzystać kadra zarządzająca korporacją. Ludzie pobierający profity od bycia we władzach korporacji, bez ponoszenia kosztów czy ryzyka tak jak przedsiębiorcy.

Doboszyński domagał się ceł. Szkodliwość tego pomysłu polega na tym że cła nie pozwalają narodowi korzystać z taniej zagranicznej produkcji. Tym samym przy życiu utrzymuje się przedsiębiorstwa anachroniczne, nie pozwalając na rozwój krajowego przemysłu nowoczesnych technologii. Polska otoczona cłami pogrąża się w stagnacji i regresie gospodarczym. Polska otoczona cłami staje się krajem słabym i podatnym na agresje. W wypadku Polski otoczonej agresywnymi, imperialistycznymi krajami dążącymi do likwidacji Polski i Polaków, cła i inne przejawy etatyzmu czy interwencjonizmu są aktem głupoty albo świadomego sabotażu.

Miał racje Adam Doboszyński gdy pisał że rząd ustawami o ochronie lokatorów uderzył w interesy polskich katolickich kamieniczników. Piłsudczycy żydom dali przywilej nie podlegania tej szkodliwej ustawie.

Miał też racje Doboszyński gdy przeciwstawiał się standaryzacji domów i uniformizacji mieszkań w duchu lewicowego egalitaryzmu. Doboszyński był zwolennikiem samodzielnego budowania przyjaznych domów zgodnych z indywidualnymi upodobaniami. Idea ta pozwala unikną destruktywnej roli blokowisk w kreowaniu patologii społecznych.

Dekoncentracja

Doboszyński domagał się także by, to nie rynek, a instytucje publiczne określały kto i co ma produkować. Miały by takie rozwiązania uniemożliwić koncentracje kapitału. Dekoncentracja kapitału jest potrzebna, według Doboszyńskiego, do zachowania pożądanych relacji moralnych w społeczeństwie, ze względów obronnych i dla uniknięcia ukrytej władzy w spółkach akcyjnych.

Z dekoncentrowane miało by być hutnictwo i energetyka. Doboszyński już w 1934 roztaczał wizje powszechnej, zdekoncentrowanej energetyki atomowej i słonecznej. Zapewne reaktory atomowe mieli byśmy wyklepywać w przydomowych warsztatach.

Dekoncentracja sprzeczna jest też z interesem ekonomicznym narodu. Często dzięki dużej produkcji (korzyści skali) można produkować dużo, tanio, zachowują wysoką jakość i dostępność, towarów i usług.

Uspołecznienie przedsiębiorstw

Uspołecznienie przedsiębiorstw nie jest równoznaczne, dla Doboszyńskiego, z upaństwowieniem i rządami biurokracji. Doboszyński postuluje kolektywny zarząd przedsiębiorstwem. Błąd Doboszyńskiego polega na tym że uspołecznienie przedsiębiorstw jest odebraniem prawa własności przedsiębiorcom, co skutkuje brakiem odpowiedzialności za zakład i jego zniszczeniem, na czym traci całe społeczeństwo, cały naród. Ludzie troszczą się bardziej o swoje niż o społeczne czyli niczyje. Mienie publiczne ulega zniszczeniu lub rozkradzeniu. Doboszyński popełnia ogromny błąd nie dostrzegając że zarząd, władza kolektywna jest mniej efektywna i bardziej nieodpowiedzialna od władzy jednostki. We władzy kolektywnej dochodzi do rozproszenia odpowiedzialności, a przez to do podejmowania szkodliwych i kosztownych decyzji, za które nikt nie odpowiada. Uspołecznione miały by być według Doboszyńskiego spółdzielnie, spółki akcyjne. Akcjonariat nie mógł by być anonimowy.

Doboszyński, wbrew np. Konecznemu czy Rybarskiemu domagał się upaństwowienia kolei, poczty, telefonów, przemysłu wojennego i portów. Upaństwowienie miało służyć nie dopuszczeniu do powstania prywatnych monopoli. Pomysłu Doboszyńskiego są szkodliwe, najskuteczniej przed monopolami chroni wolny rynek. Szkodliwość monopoli dla społeczeństwa jest niezależna czy są to monopole prywatne czy państwowe. Monopole uniemożliwiają konsumentom dostęp do tanich, różnorodnych, zgodnych z oczekiwaniami, dóbr i usług o wysokiej jakości.

Doboszyński domagał się by samorządy posiadały wodociągi, kanalizacje, gazownie, elektrownie. Niestety Doboszyński nie zauważał że własność samorządowa obciążona jest takimi samymi wadami jak własność państwowa.

Drogą do uspołecznienia przedsiębiorstw miało by być ich unarodowienie. Czyli przejecie na drodze drobnych odszkodowań. Proces taki przeprowadzony przez NSDAP w Niemczech, zakończył się przejęciem przedsiębiorstw, nie przez naród niemiecki ale przez klikę rządzącą NSDAP.

Celem ruchu narodowego winno być by Polacy byli wolnym narodem, a gwarancją wolności jest tylko własność prywatna. Własność kolektywna jest zawsze zagrożeniem dla własności prywatnej i wolności.

Ubezpieczenia społeczne

Doboszyński, zgodnie z rzeczywistością, uważał że ubezpieczenia społeczne są zbyt duże. W ?Gospodarce narodowej? pisał (str.127) ?dziś ubezpieczenia te [przymusowe daniny dla instytucji publicznych] są zamaskowaną formą podatku, mającego na celu utrzymanie jak najliczniejszej rzeszy zwolenników rządzącego w danej chwili reżimu?. Doboszyński chciał innej formy ubezpieczeń społecznych. Doboszyński nie pisze jak by ta inna forma ubezpieczeń miała wyglądać. Podstawowym błędem Doboszyńskiego jest to że nie dostrzegł on destruktywnej roli ubezpieczeń dla narodu. Ubezpieczenia pozbawiają ludzi zarobionych przez nich pieniędzy. Ludzie nie mogą rozsądnie inwestować tych pieniędzy. Urzędnicy, w zgodzie ze swoją naturą marnują te pieniądze na budowanie totalitaryzmu państwowego. Skutkiem czego jest nędza i demoralizacja. Ubezpieczenia emerytalne uniemożliwiają biologiczne przetrwanie narodu. Rodzice miast mieć dzieci i inwestować w nie jako zabezpieczenie na starość, pokładają wiarę w mrzonki o opiece emerytalnej ze strony państwa. Dodatkowo wysokie koszty ubezpieczeń uniemożliwiają posiadanie dzieci i są przyczyną bezrobocia. Jedna patologia jest przyczyną następnych.

Miał racje Doboszyński głosząc że własny kapitał zainwestowany w przedsiębiorstwo, lepszy jest od emerytury.

Podatki

Ma niewątpliwie Doboszyński racje że wysokie, nie ustanie rosnące, i progresywne podatki to wymysł żydo masońskiej bolszewi. Miał też racje, że podatki, są potrzebne tylko oszołomionej zabobonami i leniwej, pasożytniczej klasie próżniaczej, żerującej na narodzi (pachołkom judeo masonerii -biurokratom i inteligencji utrzymywanej z podatków). Doboszyński twierdził że podatkowa (str.213) ?progresja niszczy rdzenne warstwy średni, bez których nie może istnieć zdrowe społeczeństwo?(co jest celem masonerii), służy niewolniczej eksploatacji narodów. Według Doboszyńskiego, i zgodnie z prawdą, ściąganie podatków według skali progresywnej jest nie efektywne i prowadzi do nadużyć. Doboszyński, bardzo realistycznie, uważał że podatki, tak jak monopole, szkodzą całemu narodowi, niszczą podatników, uderzają tylko w uczciwych i nie dają zysków państwu. Doboszyński, w trosce o Polskę, akceptował tylko niskie podatki. Uważał, słusznie, że przedsiębiorcy przerzucają podatki na konsumentów. Adam Doboszyński domagał się likwidacji haniebnego podatku spadkowego, instrumentu likwidacji rodziny. Doboszyński twierdził (str.219) ?główny skutek wysokich podatków to przesuwanie się własności w ręce żydowskie?. Podatki , w upragnionym przez Doboszyńskiego, państwie narodowym miały być: proporcjonalne nie progresywne, pobierane tylko w takiej wysokości by zaspokoić podstawowe potrzeby państwa, stałe bez wprowadzania coraz to nowszych, różnorodne, niskie. Doboszyński pisał że (str.220) ?niskie podatki rozkładają się sprawiedliwie, wysokie zaś podatki są zawsze niesprawiedliwe?. W państwie Doboszyńskiego, dzięki temu że państwo oddało by swoje funkcje organizacjom poza rządowym, podatki mogły by być niskie (str.220) ?Podatki nie tylko dla tego muszą być niskie, by były sprawiedliwe; muszą być również niskie i dlatego, by społeczeństwu pozostawić do dyspozycji pewne środki, którymi mogło by dysponować na potrzeby zbiorowe, ale dysponować niezależnie od władzy czy to państwowej czy samorządowej, i nie zależnie od wszelkiego przymusu.? Doboszyński przypominał że daniny przymusowe stanowiły przed I wś. kilka procent. Najwyższe podatki były we Włoszech 8%, Belgii 8%, we Francji i w WB kilkanaście %. Za te pieniądze WB utrzymywała imperium a Francja subsydiowała swoich obywateli. W II RP obciążenia podatkowe wynosiły kilkadziesiąt procent. Gdy (str.221) ?10% stanowi optimum podatkowe [...] górną granice nieszkodliwego opodatkowania. Podatki, według Doboszyńskiego, mogą być ograniczone dzięki: odciążeniu (str.220) ?państwa i samorządu z szeregu funkcji, które do nich absolutnie nie należą?, powrotowi do ?pięknej staropolskiej tradycji bezpłatności pewnych urzędów?, kasacji ?szeregu instytucji, które służą u nas interesom różnych międzynarodówek?, oczyszczeniu gospodarki publicznej ?z jawnych i ukrytych subsydiów na rzecz rozlicznych protegowanych ludzi i organizacji?, radykalnemu zmniejszenia liczby funkcjonariuszy publicznych. Doboszyński, słusznie, uważał że niskie podatki i ograniczenie wydatków publicznych spowoduje rozwój gospodarczy Polski. Niestety, potrzebne Polsce, propozycje podatkowe Doboszyńskiego nie znalazły zrozumienia w oczach dyktatury piłsudczyków niszczących Polskę.

Władza elit

Jednocześnie Doboszyński głosząc hasła uspołecznienia władzy w przedsiębiorstwach i upowszechnienia własności domaga, się by to elity rządziły w gospodarce. Władza elit miała by być alternatywą dla masonerii. Zapewne, całkiem przypadkowo, elitę miał by stanowić Doboszyński, jego przyjaciele i rodzina. Propozycja Doboszyńskiego jest nie do za akceptowania. Tylko wolne społeczeństwo, suwereni konsumenci są realną alternatywą dla władzy masonerii czyli tajnych zgromadzeń czerpiących korzyści z krzywdy społeczeństwa, z możliwości ingerowania w życie jednostki.

Doboszyński domagał się jednocześnie reaktywacji społeczeństwa stanowego. Idea ta nie, dziś realizowana w trzeciej RP, skutkuje niedopuszczeniem do dobrobytu większości społeczeństwa. Państwo, naród, społeczeństwo traci zdolności jednostek z marginalizowanych klas. Pasożytnicza klasa rządząca monopolizuje dostęp do edukacji, zdrowia, rekreacji, rynku i pracy przynoszącej dochód. My społecznie i ekonomicznie upośledzona większość, my Polacy, my prawdziwi Katolicy, bierzemy udział w grze, której warunki na starcie skazują nas na klęskę i życie w ubóstwie.

Doboszyński przeciwstawiał się istnieniu inteligencji jako odrębnego stanu społecznego.

Natura społeczeństwa

Publicystyka Doboszyńskiego pokazuje, jak autor był oszołomiony otaczającą go rzeczywistością, jak emocje i ignorancja w wielu dziedzinach, przy wielkim pobudzeniu emocjonalnym, pozwalały mu pisać naraz, rzeczy głupie i szkodliwe, mądre i bezdyskusyjne. Publicystyka taka utrudnia polemikę, wymaga żmudnego oddzielania ziarna od plew. Doboszyński twierdził że leseferyzm wyzwala w ludziach bestie, gdy naprawdę jest odwrotnie. Bóg wyposażył naszą naturę w cnoty moralne, którym wolność pozwala rozkwitać. Brak wolności, stan sprzeczny z naturą którą człowiek ma od Boga, powoduje odrzucenie moralności i przemianę ludzi w bestie. Doboszyński ma racje że tam gdzie nie ma moralności jest zniewolenie, niestety nie dostrzega że tam gdzie wolności i moralności próżno szukać.

Doboszyński chciał zmieniać, najpierw naturę społeczeństw, obyczaje, kulturę, za pośrednictwem organizacji. By zmienić rzeczywistość. Dostrzegał potrzebę propagowania wartości, nie obecnych w życiu społecznym. Można dostrzec w publicystyce Doboszyńskiego chęć stworzenia nowego narodu, wolnego od cech uważanych przez Doboszyńskiego za niepożądane. Środkiem zmiany narodu, ma być zniszczenie jego dotychczasowej tożsamości i wykreowanie nowej.

Jan Bodakowski
Autor jest politologiem. Absolwentem Uniwersytetu Warszawskiego. Zajmuje się podburzaniem do Katolickiej Kontrrewolucji by odzyskać wolność daną od Boga.

Argumenty za karą śmierci

Ludzie, którzy dzisiaj wyrywają najgorszych przestępców od wyroków sprawiedliwości, będą jutro mordować niewinnych - Antoni Rivarol

Kara śmierci jest przedłużeniem obrony koniecznej. Jeśli napastnik w wyniku ataku na uczciwego człowieka ryzykuje własnym życiem, które może stracić w wyniku udanej obrony koniecznej, nawet jeśli sam nie będzie winnym żadnego zabójstwa, to tym bardziej powinien być zagrożony utratą życia w sytuacji, gdy jego atak się powiedzie i zamorduje swoją ofiarę. Kara śmierci daje dodatkowe możliwości obrony koniecznej, które można wykorzystać w czasie trwania ataku.

Kara śmierci daje możliwość bezkrwawej obrony. Jeśli człowiekowi wolno zabić napastnika, który grozi mu śmiercią, to tym bardziej wolno mu bronić się groźbą zabicia. Taka groźba musi być realna, czyli obrońca musi być gotowy ją wykonać gdy napastnik go nie posłucha i taka groźba musi być skuteczna nawet jeśli obrońca zginie.

Kara śmierci jest karą zgodną z moralnością. Kościół katolicki w swoim tradycyjnym nauczaniu zawsze akceptował karę śmierci. W przykazaniu "nie zabijaj" słowo "zabić" nie dotyczy zabijania na wojnie i kary śmierci - te formy zabijania były określane innym słowem niż słowo użyte w przykazaniu. Przykazanie dotyczy tylko zabójstwa osoby niewinnej.

Kto godzi się na istnienie armii, której żołnierze będą zabijać na wojnie żołnierzy wrogiej armii (czyli będą wykonywać na nich natychmiastową karę śmierci, bez sądu, za atak na państwo), ten musi zaakceptować karę śmierci wydawaną przez sąd za zabójstwo po sprawiedliwym procesie.

Kara śmierci jest cywilizowaną formą sprawiedliwej zemsty. Jeśli wolno człowiekowi w stanie natury ścigać i zabić morderców, którzy zabili członków jego rodziny, których miał pod ochroną, to tym bardziej wolno mu ustanowić sądy, które sprawiedliwie ocenią zajście i wydadzą wyrok śmierci zgodnie z powszechnie znanym prawem.

Winą za zabójstwo w wyniku wykonania wyroku śmierci nie można obciążać ani prawodawcę wpisującego karę śmierci do kodeksu karnego, ani sędziego wydającego wyrok śmierci, ani kata, który wyrok wykonuje. Pełną winę za to zabójstwo ponosi sam stracony przestępca, który dopuścił się w pełni świadomie czynu zagrożonego karą śmierci.

Jeśli nikt nie będzie popełniał przestępstw zagrożonych karą śmierci, to nie będzie w ogóle zabijania w wyniku wykonywania wyroków śmierci. A więc istnienie kary śmierci nie oznacza zabijania, ale oznacza ograniczanie zabijania. Istnienie kary śmierci nie determinuje w sposób konieczny tego, że jakikolwiek wyrok śmierci będzie wykonany, a więc nie determinuje zabijania. Wykonanie wyroku jest zdeterminowane dopiero połączeniem istnienia kary śmierci i zachowaniem się morderców.

Większość ludzi czuje się bezpieczniej w państwie, w którym kodeks karny przewiduje karę śmierci za zabójstwo z premedytacją. Dlatego ludzie popierają karę śmierci co potwierdzają liczne sondaże.

Z rzetelnie przeprowadzanych statystyk wynika, że istnienie kary śmierci w kodeksie karnym wpływa na zmniejszenie się ilość przestępstw zagrożonych tą karą. Kara śmierci skutecznie odstrasza morderców przed dokonywaniem przez nich rozbojów i napadów z bronią w ręku.

Możliwość pomyłkowego skazania przez sąd na śmierć nie jest argumentem przeciw karze śmierci, ale jest to argument za tym, że procedura sądowa powinna być udoskonalana. Możliwość pomyłkowego przekroczenia warunków obrony koniecznej nie podważa sensu prawa do zabicia w samoobronie.

W kodeksie karnym musi istnieć kara maksymalna, czyli taka, po wykonaniu której nie można przestępcy już bardziej ukarać. Jedynie kara śmierci spełnia ten warunek. Jest to konieczne by zawsze istniała jakaś większa kara, którą można ukarać przestępcę, niż kara, której w danym momencie podlega. Jeśli karą maksymalną jest dożywocie, to nie ma czym ukarać przestępcę skazanego na tą karę, który zamorduje strażnika w więzieniu. Gdyby nie było kary śmierci, to przestępca skazany na dożywocie byłby całkowicie bezkarny.

Kara śmierci za zabójstwo z premedytacją jest karą sprawiedliwą i jest i była stosowana przez człowieka od zawsze niezależnie od rozwoju cywilizacyjnego i obszaru kulturowego. Nikomu nie wolno podważać tak długiej, sprawiedliwej i głęboko ugruntowanej tradycji. Kara śmierci jest karą naturalną i wynika z prawa naturalnego. Kara śmierci jest oddaniem mordercy tego co mu się należy.

Kara śmierci może pełnić funkcje lecznicze dla sumienia mordercy. Często zbrodniarz sam uświadamia sobie wielkość swoich zbrodni i domaga się wymierzenia kary śmierci, bo czuje, że tylko ta kara zmyje jego winy. I należy wtedy spełnić jego żądanie, bo jeśli sam traktuje karę śmierci jako pokutę, to zadośćuczynienie jego woli być może pomoże mu w zbawieniu.

Kara śmierci i tak będzie zawsze wykonywana przez mafię, która z niczym się nie liczy. Mafia działająca na terenie państwa, które jest od niej dużo łagodniejsze może przejąć większość spraw związanych ze stosowaniem przemocy od tego państwa. Członkowie mafii dokonujący mordów powinni być ze społeczeństwa eliminowani, bo kierować swoją organizacją mogą nawet będąc w więzieniu.

Groźny terrorysta mordujący w zorganizowanej grupie może zawsze zostać wyciągnięty z więzienia przez swoich kompanów w drodze terrorystycznego szantażu. W związku z tym policja mając na uwadze bezpieczeństwo obywateli, w państwie, w którym nie ma kary śmierci, ma tendencje do wystrzelania terrorystów w trakcie akcji, a nie do pojmania ich żywcem. W ten sposób sprawiedliwość przenosi się z sali sądowej na ulicę. A na ulicy dużo łatwiej o pomyłkę niż w sądzie. To jest bardzo niebezpieczne dla sprawiedliwości.

Grzegorz Świderski

Jest to trudny temat. Na tyle trudny że sam nie umiem opowiedzieć się jednoznacznie za lub przeciw, jednak ten tekst wydał mi się na tyle ciekawy że postanowiłem go zamieścić - Corch

Antykonsumpcjonizm- egzaltacja ubóstwa i nudy

Opieszałość charakteryzująca wiele z narodów, które tak długo żyły pod jarzmem komunistycznej tyranii, była dodatkowo podkreślona przez fakt, że każdy musiał tam pracować mniej lub bardziej za darmo dla państwa. W zamian jednak nikt nie musiał pracować za dużo, a o solidne wykonanie pracy nikt nie dbał, ponieważ nikt - z wyjątkiem uprzywilejowanej nomenklatury - nie miał możliwości systematycznego poprawiania warunków życia - to była wegetacja.

Ale - z pewnego punktu widzenia - wegetacja to odpoczynek, a sam odpoczynek - nawet jeżeli łączy się z nędzą - może być także sposobem używania życia dla wielu ludzi, a nawet i dla całych narodów. Jest to styl życia właściwy ludziom przegranym.

Tak więc wprowadzono w mentalność tych narodów przekonanie, że nie warto jest ciężko pracować, aby produkować więcej. Według obrońców lenistwa bowiem nie warto podejmować wysiłku. Lepiej jest pracować jak najmniej, a przy tym mniej jeść, dużo odpoczywać i dużo pić - niż ciężko pracować, dobrze jeść i stale poprawiać swoje warunki życiowe.

Konieczne, pożyteczne, zbyteczne
Wobec tego - co znaczy "konsumować"?

Pierwszą rzeczą, jaka przychodzi na myśl, jest: jeść - co na pewno zawiera się w pojęciu "konsumować". Jednakże konsumowanie oznacza także inne przyjemności życia, niekoniecznie te, do których mają dostęp wyznawcy Mamona (dla nich drzwi konsumpcji są szeroko otwarte), ale takie, które przynoszą większy lub mniejszy dobrobyt, w zależności od naturalnych apetytów. Słowo"konsumować" zawiera więc także to wszystko, co odwołuje się do szlachetnych dążeń ludzkiej natury.

W przypadku konsumpcji w zakresie danego miasta może istnieć wiele pozycji, które nie są w żadnym razie konieczne do zaspokojenia głodu, ani - ściśle mówiąc - niezbędne do życia, jak na przykład trzy lub cztery wielkie teatry, przedstawiające w swych sztukach takie wartości artystyczne, jakie część ludności będzie z radością oglądać. Ciekawe muzeum, galeria sztuki oraz doskonały system kolejki podziemnej - też będą należeć do tej kategorii. W ten sposób pojęcie konsumpcji obejmuje to wszystko, co jest niezbędne do życia, ale również to, co jest pożyteczne,a nawet to, co jest zbyteczne, ale czyni życie przyjemnym.

Matka rodziny wchodzi do sklepu i widzi figurkę porcelanową pasterki z owieczką. Matka myśli sobie, że ta figurka będzie pasowała do stolika do kawy w jej salonie. Kupuje figurkę, czyli "konsumuje". Nie znaczy to, że zamierza ona"zjeść" przedmiot z porcelany, ona go tylko nabywa dla każdego, kto na niego będzie patrzeć. Jednakże i to jest prawdziwa konsumpcja.

Typowo socjalistyczna teza
Powstaje w naszych czasach pewna teza - i jeżeli przyjrzymy się jej z bliska - od samego początku rozpoznamy jej socjalistyczny charakter:

"Zakładając, że jedni ludzie mają dużo, a inni mało, konieczne jest, aby ci pierwsi zatrzymali tylko to, co im potrzeba do życia, i oddali nadwyżkę tym drugim. Jeżeli ci pierwsi zdobywają i przechowują luksusowe i komfortowe przedmioty, będą więcej konsumować. Będą dużo jeść, dużo pić, wyjeżdżać na kosztowne wakacje. Gdy wyjadą w podróż, będą lecieć samolotem, w wielu wypadkach własnym, będą lądować na własnym lotnisku itd..."

Tymczasem - według antykonsumpcjonistów - nikt nie powinien mieć więcej, niż koniecznie potrzebuje do życia. Wobec tego nikt nie ma prawa wydawać na helikoptery, wyjazdy czy figurki. Każdy powinien wydawać z korzyścią dla wszystkich. Według nich, człowiek pracowity, obdarzony przez Boga wielką zdolnością do pracy postępuje odpowiednio, gdy oddaje owoce swej pracy innym. Jeżeli zatrzymuje dla konsumpcji własnej (lub swojej rodziny) to, co zarabia - wtedy jest wielkim egoistą.

W rezultacie w społeczeństwie - w którym nikt nie ma żadnej korzyści z tego, że pracuje więcej niż inni - nikt nie chce pracować więcej niż inni! Będzie to społeczeństwo o strukturze dającej przewagę lenistwu, a krzywdzącej pracowitego, bez względu na jego pochodzenie klasowe. W takim społeczeństwie dostatek praktycznie zniknie.

Voltaire - człowiek bardzo zły, nikczemny ateista i zażarty promotor idei rewolucyjnych, ale człowiek obdarzony dowcipem (dzięki któremu uczynił europejskiej tradycji wiele złego) - pewnego razu wypowiedział równie subtelne jak głębokie zdanie: "Rzecz zbyteczna, oto rzecz bardzo potrzebna..."

To stanowi przeciwieństwo doktryny antykonsumpcyjnej.

Aby stworzyć zachętę do pracy, należy odpowiednio wynagradzać tych, którzy pracują. Dla dobra społeczeństwa jest więc konieczne, aby ci, którzy są najzdolniejsi, najwydatniejsi, najproduktywniejsi - jednym słowem - lepsi w pracy, lepiej zarabiali. Inaczej społeczeństwo gnuśnieje i wpada w nonkonsumpcyjność. Z niej zsuwa się w stan chronicznej, leniwej i pełnej frustracji biedy, która z kolei dąży do barbarzyństwa.

Narody bogate i biedne - oszukańcza dychotomia Według opinii konsumpcjonistów, świat jest podzielony na dwie części: narody bogate i narody biedne. Bogate - USA, Kanada, państwa zachodnie, Japonia - konsumują. Po drugiej stronie są narody Ameryki Łacińskiej, Afryki i Azji - które nie dorastają do poziomu Europy i Ameryki Północnej.

Według zwolenników antykonsumpcjonizmu, Północna Ameryka, Europa i Japonia - wszyscy konsumpcjoniści - uciskają narody biedne, wykorzystując je za pomocą wszelkiego rodzaju handlu. W konsekwencji eksploatowane kraje - nie konsumujące - powinny zorganizować kontrofensywę przeciw światu konsumującemu, zmuszając go do obniżenia poziomu konsumpcji, do zejścia do poziomu świata ubogiego.

W takich warunkach wszyscy znajdą się w sytuacji, jaką komunistyczni dyktatorzy narzucili Rosji i państwom satelickim dawnego sowieckiego imperium, oraz w sytuacji podobnej do tej, do jakiej doprowadził swych nieszczęsnych rodaków stary tyran na Kubie.

Uznać zrównoważony konsumpcjonizm W obliczu tego zacofanego antykonsumpcjonizmu, musimy opowiedzieć się za sprawiedliwym i proporcjonalnym konsumpcjonizmem. Bogate narody, nie usiłując narzucać biednym warunków niemal nie do zniesienia, powinny usiłować ożywić produkcję swych biednych współbraci. Powinny pomóc im w zdobyciu odpowiednich zarobków i odpowiedniego poziomu życia, a ten dałby ochotę dla przyjemności i smaków konsumpcjonizmu i zachęciłby ich do cięższej i lepszej pracy.

"Damy wam pieniądze, jak długo będziecie pracować" - powinny powiedzieć narody bogate. "Stańcie się produktywni i starajcie się uzyskać własnym wysiłkiem wszelkie dobra, jakich pragniecie. Jeżeli wasze rzetelne wysiłki nie dadzą rezultatu bez waszej winy - wtedy możecie wyciągać rękę po pomoc. W takim wypadku my uznamy, że naszym obowiązkiem będzie spełnić wasze prośby i chętnie zrezygnujemy z naszej nadwyżki, aby dać wam to, co jest wam potrzebne".

Uczynić jednak ze światowego współżycia ligę, w której najzdolniejsze narody pracowałyby nadaremnie, bez żadnego pożytku dla siebie - dla niezdolnych, leniwych i wałkoni - to nie do przyjęcia. Gloryfikowanie lenistwa jest właściwością socjalizmu i komunizmu, a nie katolickiej doktryny i cywilizacji chrześcijańskiej. A właśnie do tego pragnie nas sprowadzić indolentny i zapijaczony antykonsumpcjonizm, wróg cywilizacji, dobrego samopoczucia i dobrobytu wszystkich ludzi.

Plinio Correa de Oliveira

--------------------------------------------------------------------------------

Autor to były poseł do Kongresu Brazylii, pisarz i prawnik, profesor historii nowożytnej i współczesnej na Uniwersytecie Katolickim w Sao Paulo. Był założycielem Stowarzyszenia Obrony Tradycji, Rodziny i Własności (TFP) w Brazylii, któremu przewodniczył do śmierci w 1995 r. Stowarzyszenia TFP są obecnie największym ruchem antykomunistycznym o inspiracji katolickiej w Ameryce Łacińskiej. Podobne stowarzyszenia istnieją również w Ameryce Północnej, Europie i Australii.

Confessione - Gregorio Cortez


Wędruję przez miasto. Współczesnego upiora. Wytwór cywilizacji, która jedynie dziwnym zbiegiem okoliczności jeszcze istnieje. Cywilizacji od zarania dziejów, od samego jej początku w pierwszym jej założycielu, skazanej na zagładę. Cywilizacji stworzonej przez śmiertelnych, skazanych na śmierć głupców, którym wydaje się, że zostali wybrani. Ludzi naznaczonych niedoskonałością, śmiertelnością i pychą. Ten grzech pierworodny śmierci towarzyszył im zawsze i wszędzie, w każdej chwili. Tylko jakimś niepojętym cudem, jakimś zbiegiem okoliczności ta cywilizacja, która zawsze była przeciw człowiekowi, która nigdy nie była doskonała, która uzurpowała sobie prawo do władania światem, przetrwała i rozwinęła się.

Idę ulicą molocha stworzonego przez ludzi dla ludzi, lecz de facto przeciw ludziom. Miasta, w którym nie da się już żyć. Przypominam sobie te nic nie warte demagogie głupców, twierdzących, że te miasta są dla nas - ludzi. Wariaci, którzy wyroili w swych niedoskonałych i spaczonych umysłach mit raju na Ziemi. Niestety jedyne, co udało się człowiekowi stworzyć, stało się nie rajem, lecz piekłem. Piekłem, w którym nie da się żyć. Jednostki silniejsze wykorzystały słabość tłumów, aby kontrolować masy. Zahipnotyzowany pracą i nigdy nie spełniającą się wizją bogactwa szary tłum posłusznie, jak owieczki, wędruje za swym przewodnikiem. Przewodnikiem kłamcą, który w swym wypaczeniu dostrzegł przebłysk siły. Wyimaginował sobie absolutną władze nad tym tłumem, choć w rzeczywistości jest tak samo żałosnym nieszczęśnikiem skazanym na śmierć jak jego poddani.

Wdycham w płuca spaliny wymieszane z dymem papierosa. Zbiera mi się na wymioty na myśl, o tych śmiesznych śmiertelnikach, którzy roją sobie pomysły absolutnej kontroli. Kolejny dowód pierworodnej niedoskonałości człowieka. Wszak jesteśmy jedynie i wyłącznie obrazem i podobieństwem tego, co z takim oddaniem i samozaparciem czcimy. Te żałosne tłumy przecież doskonale wiedzą, że są żywymi trupami. Wiedzą dobrze, że każdy z osobna skazany na zagładę jest niedoskonały. Ta niedoskonałość to nie tylko brak możliwości czynienia czegoś dobrze. To także wrodzona skłonność do zła, plugastwa, zdrady i niegodziwości tak bliskiej człowiekowi. Jednym z jej przejawów jest chęć totalnej władzy jednych nad drugimi, bo tylko w ten sposób jesteśmy w stanie zaspokajać swe podłe instynkty i pragnienia. Absolutna kontrola. Wymysł skrzywionych tyranów. Wszak, jako że niedoskonali, ludzie nie są w stanie sprawować doskonałej władzy.

Miasto pełne krzyczących kaznodziejów, obojętnych przepychających się i ślepych tłumów, miasto pełne śmieci, kurzu, zwątpienia. Miasto ludzkich triumfów i klęsk. Miasto - synonim świata. Współczesna Sodoma i Gomora pełna mędrców o długich brodach. Gehenna ubrana w nowe szaty. Droga wprost w przepaść. I to droga, przy której jak w Hyde Parku każdy mądry sobie wykrzykuje na prawo i lewo swoje idejki, które nie zbawiają świata. Ja też tak wykrzykuje. Tez stoję przy tej drodze, wolny jednak w swej świadomości tego co robię. Inaczej niż wypełniający to szambo filozofowie, mistycy, artyści, teolodzy. Wszyscy ci mądrzy durnie, twórcy wielkich systemów filozoficznych wyroili sobie recepty na świat. I co? I nic. Żadne jeszcze recepty nie wyzwoliły człowieka. Co gorsza krępowały go tylko w pajęczynie niepotrzebnych dogmatów, wziętych z nikąd aksjomatów, będących aksjomatami tylko dlatego, że wielcy teoretycy nie potrafili ich udowodnić. Co więcej dowiedli, że wszystkiego udowodnić się nie da.Paradoks doskonałego dowodu na niedoskonałość.

Miasto rozpełza się w dolinie, strzela w niebo obrazoburczymi wieżami, chce uchwycić niebiosa za nogę, ściągnąć na dół. Współczesne wersje Wieży Babel mnożą się odbierając ludziom życie, tworząc współczesne więzienia myśli, zniewalając w swych wnętrzach tłumy. Miasto jest zbyt ciężkie i rozlazłe aby dotrzeć w górę. Wieże miasta zabierają mu światło, powietrze, przestrzeń. Tworzą betonowego jeżozwierza, dżunglę, w której czeluściach nie sposób żyć. Z wnętrza miasta nie widać nieba, nie można poznać słońca. Ludzie ubzdurali sobie, że w stanie poznać świat w całości i do głębi. Kiedy zorientowali się, że to niemożliwe załamali się. Historia ta powtarzała się w kole wieków wiele razy. Uparty człowiek zapomniał o swej niedoskonałości, która tak jak rozlazła cielsko tego miasta, przeszkadza mu sięgnąć w górę. Człowiekowi nie pisana jest tajemnica absolutnego poznania, tak jak nie jest dana mu prawda absolutna. W swej subiektywności i niedoskonałości swych zmysłów, całej swojej techniki, nawet tego wywyższanego ponad wszystko rozumu, zamknięty jest jak w skorupie, z której nie ma wyjścia. Gdyby spojrzał na siebie i uświadomił sobie swą istotę uniknąłby frustracji. Dostrzegając swe położenie najbardziej zbliżyłby się do absolutnej prawdy.

Mieszkańcy miasta uciekają w hedonizm. Papierosowy dym z dyskoteka zatruwa miasto od wewnątrz. Ludzie próbują zapomnieć swą cielesność. Uciekają w kolejną stworzoną przez siebie rzeczywistość. Odrywają są od świata w swych wizjach, delirycznych tańcach, chemicznych alternatywach. Poszukują wizji transcendencji - gubią jednak drogę pośród omamiającego krzyku tłumów. Zagubieni zatracają się w swej niedoskonałej doczesnej ucieczce. Człowiek dzisiejszy zatraca się w swym konsumpcjonizmie. Gubi dawne wartości, które nic dla niego już nie znaczą i nie dają mu poczucia pewności. A to dlatego, że zatracił punkt widzenia właściwy dla tych wartości. Zatracił spojrzenie na siebie jako na niedoskonałą i cielesną jednostkę. A to wbrew pozorom dałoby mu pewność. Tymczasem współcześni odsuwają jak najdalej myśl, że nie są idealni. Jednak na każdym kroku świat dowodzi im ich ograniczoności. Zagubieni we frustracji potrzebują oparcia, znajdują ucieczkę. Uciekają w pozbawiony wartości konsumpcyjny styl życia, wyzuty z prawości i będący kolejnym dowodem tezy, że człowiek jest śmiertelnym, plugawym i skazanym na zagładę kawałem mięcha.

Komunikacyjny horror. Tysiące zlanych potem śmierdzących ludzi. Nieświeży oddech betonowej dżungli. Smród ludzi, pojazdów, kanałów. Ludzie stworzyli sobie miejsca na ziemi, w których nie da się żyć. Wmawiali sobie, że to jest możliwe. Okłamywali się i okłamują się do dziś. Okłamywanie się jest ludzką cechą gatunkową tak samo jak nieświeży oddech i kwaśny pot. Człowiek jako zamknięta w swej ograniczonej cielesności dusza jest skazany na to piekło na ziemi. Skazany jest na śmierć, zło, niedolę, kłamstwo, lęk, niepewność. Tak samo jak skazany jest na smród potu, kału i uryny w publicznym szalecie, jakim uczynił nasz świat. Jest jednocześnie jedynym winnym swej niedoli.

Człowiek wychodzi z miasta aby wyrwać się z wiążących go pęt, jednak nie potrafi się całkowicie oderwać i wyzwolić. Jest zbyt słaby, tak jak zbyt słaby jest aby pokonać wiążące go pęta cielesności i doczesności. Jest związany tym światem jak skazaniec przykuty do elektrycznego krzesła. Nasze ciało jest naszą celą śmierci. Trafne porównanie. Ludzkość to skazani na śmierć głupcy, którzy myśl o ostatecznym starają się odsuwać na margines swej egzystencji. A przecież myśl o ostatecznym jest krokiem ku wyzwoleniu. To właśnie uświadomienie sobie swej niedoskonałości, cielesności, swego stanu tu i teraz jest krokiem ku wyzwoleniu. Osiągnięcie innej perspektywy spojrzenia na świat pozwala przebrnąć łatwiej przez to piekło, pozwala stawiać pewniej kroki na ścieżce ku doskonałości. Pozwala robić to, co niektórzy nazywają byciem dobrym. Co więcej to wyzwolenie się, to oderwanie swego myślenia od pęt materii, od ciała, od wiążących nas historycznych i kulturowych uwarunkowań jest tym, co określić można mianem stawania się lepszym. Słowem zreformowanie swego myślenia, uświadomienie sobie swej niedoskonałości przy jednoczesnym otwarciu się na poznanie, które jest, poprzez wiedzę, drogą do prawdy, jest doskonaleniem się. Oto jest nasze powołanie, kto odkryje je w sobie ten odnajdzie spokój wewnętrzny.

Idę drogą przez miasto. Przebijam się przez smugi smogu i dymu snujące się w kanionach ulic. Przecinam potoki plwocin, wymiocin i nieczystości, deptam śmieci leżące na ulicy. Prę do przodu, nie czując się związany z miastem. Metaforycznym potworem współczesnego świata. De facto współczesnym światem. Ja jestem wolny w swej świadomości. Świadom swej niedoskonałości wyzbywam się nadziei, że swą teorią zbawię świat. Wybiłem się ponad, ponieważ zrozumiałem swe ograniczenia i teraz znam już drogę, którą, zadufany w swej niedoskonałości, uważam za najlepszą jaką mogę kroczyć. Wyroiłem sobie cel. Niedoskonały wprawdzie, lecz doskonalszych nie widzę, a celem tym stała się dla mnie doskonałość. Odkrywając swoją śmiertelność dostrzegłem, z nowego punktu widzenia, swą dotychczasową słabość. W nowej perspektywie, tu gdzie teraz jestem, czuję się spokojny, gdyż kroczę drogą, która daje mi pewność. Pewność wynikającą z pogodzenia się z faktem swej doczesnej cielesności i wszystkich związanych z tym problemów. Choć czasem nie jest mi łatwo, czuję w sobie siłę, wynikającą ze świadomości, którą posiadłem. Świadomości samego siebie i swego położenia. I choć nie zmienia to faktu mej cielesności, niedoskonałości, śmiertelności i ograniczoności. Choć nie zmienia to faktu, że jestem mięsem, które od dnia narodzin powolnie rozkłada się na czynniki pierwsze. To gdzieś tam pod czaszką tego skazańca, którym jestem, tli się iskierka nadziei na transcendentalną istotę mnie samego. Na to że ponad tą cielesną niedoskonałą powłoką jest coś doskonalszego niz. to śmiertelne ciało. Coś do czego można dojść drogą prowadzącą do prawdy i doskonałości... Do Boga.

Jestem szczęśliwy gdyż odnalazłem swój cel.


02 Sierpień 1999 - 04 sierpień 1999